Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieści obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieści obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek

Czy macie takich sprawdzonych autorów, których książki potrafią mocno zaciekawić i jednocześnie można się przy nich zrelaksować? W moim przypadku są to powieści Krystyny Mirek, dlatego kiedy tylko pojawiła się trzecia część serii o Łucji, Ani i Klarze, postanowiłam ją jak najszybciej przeczytać. Tak więc dzisiaj zapraszam Was na recenzję książki „Do trzech razy szczęście”, która opisuje dalsze losy tych trzech kobiet!



„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek
Mała miejscowość o nazwie Bobrówka, po wielu skandalach, wraca w końcu do normalności. Dla Łucji, Ani i Klary nic już nie jest takie samo jak przedtem. Życie uczuciowe Łucji komplikuje się i kobieta staje przed trudnym wyborem. W podobnej sytuacji znajduje się jej wnuczka Klara. Jedynie u Ani, mamy Klary, wszystko układa się dobrze. Czy mimo strat, które poniosły te trzy kobiety, mają one jeszcze szansę na szczęście? Jakie życiowe decyzje będą musiały podjąć i jak wpłyną one na ich dalsze życie?

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek
W książce tej narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Są w niej i krótkie i długie rozdziały, jednak dla mnie ich długość nie miała znaczenia, bo tę książkę czytało się błyskawicznie. Przeczytałam ją w jeden dzień. Jej ciekawe i emocjonalne wątki nie dawały mi zasnąć w trakcie czytania pomimo mojej sennej natury. W tej książce najwięcej działo się w życiu Łucji, Klary i jej byłego chłopaka Maksa. W życiu Ani i jej partnera życiowego nie działo się praktycznie nic. Autorka tej książki na przykładzie Łucji, która była w wieku emerytalnym, pięknie opisała uczucie prawdziwej dojrzałej miłości. Życie miłosne Klary, która w tej części była bardzo zapracowana, również było interesujące i byłam ciekawa tego czy w końcu da Maksowi drugą szansę, bo na horyzoncie pojawił się ktoś jeszcze... Jak dla mnie była to chyba najbardziej poruszająca część ze względu na ciężką chorobę ojca Maska i jego relacje z matką. Pod koniec całej tej historii nie zabrakło wielu wzruszeń i emocji. Końcówka książki była dla mnie satysfakcjonująca, wszystkie niejasne wątki zostały zamknięte i ogólnie wszystko, pomimo wielu zawirowań zakończyło się po mojej myśli.

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek
Do trzech razy szczęście” jest piękną powieścią obyczajową, pełną mądrości życiowych i wzruszeń. Podczas jej czytania można się zrelaksować i miło spędzić czas tak jak w przypadku poprzednich części. Bardzo Wam polecam tę książkę, jednak w pierwszej kolejności, myślę, że lepiej przeczytać dwie pierwsze części, jeśli ich jeszcze nie znacie!

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek

„Ulotna prawda Lily Temple” Joanna Davidson Politano

Lubicie powieści w baśniowym klimacie? Ja bardzo, bo ogólnie lubię baśnie, dlatego moją uwagę zwróciła książka „Ulotna prawda Lily Temple” Joanny Davidson Politano. Jest to baśniowa powieść, w której występuje między innymi klimat edwardiańskiej Anglii, tajemniczy zaginiony klejnot i tytułowa główna bohaterka, która jest bardzo tajemniczą postacią! Tak więc, jeśli ciekawi Was ta książka, to zapraszam na recenzję.



„Ulotna prawda Lily Temple” Joanna Davidson Politano
Lily Temple jest z pozoru piękną aktorką filmu niemego. Odgrywa ona figlarne role, a także snuje bajkowe opowieści. Tak naprawdę skrywa za sobą ponurą przeszłość. Pewnego razu poznaje Petera Driscolla, czyli niezależnego detektywa, który świadczy usługi zamożnym. Zlecono mu odnalezienie legendarnego klejnotu, który podobno skrywa Lily. Peter postanawia wykorzystać pomoc pięknej aktorki w innym śledztwie, po to, aby ją rozpracować i tym sposobem odkryć tajemnicę klejnotu. Z czasem coraz bardziej zbliża się nie tylko do prawdy, ale i też do Lily. Jakie konsekwencje będzie miała ich znajomość? Czy Peter zdoła rozwikłać tajemnicę zaginionego klejnotu?

„Ulotna prawda Lily Temple” Joanna Davidson Politano
Zacznę od tego, co mi się podobało w tej książce. Było to piękne wydanie, z okładką ze złotymi elementami, które ogólnie bardzo mi się podobają w książkach i zawsze bardzo zachęcają mnie do czytania. Drugą rzeczą, która mi się spodobała, były piękne cytaty z różnych baśni zawarte na początku każdego rozdziału. Dodawało to baśniowy klimat książce, który ogólnie bardzo lubię i sprawiło to, że aż naszła mnie ochota na przeczytanie „Alicji w Krainie Czarów”, czy „Kopciuszka”. To będzie na tyle zachwytów z mojej strony... Z treścią książki niestety nie polubiłam się, bo ciężko było mi się wkręcić w tę całą historię. Jej akcja działa się na początku dwudziestego wieku w Anglii i była ona połączeniem fikcji literackiej, fantastycznych elementów i rzeczywistości. Z początku, historia ta zapowiadała się ciekawie, niestety dalsze czytanie jej bardzo mnie męczyło i nie mogłam się doczekać, kiedy już ją skończę, bo byłam ciekawa zakończenia historii zaginionego klejnotu i tego, jak potoczy się finalnie znajomość Lily i Petera. Poboczne wątki średnio mnie interesowały i ciężko było mi je zrozumieć, bo podczas czytania często odpływałam myślami. Tak więc, niestety nie podeszła mi ta książka. Zakończenie było dla mnie bardzo satysfakcjonujące i poczułam uczucie ulgi, ale nie dlatego, że wszystko zakończyło się po mojej myśli, tylko dlatego, że już przestałam męczyć tę całą historię.

„Ulotna prawda Lily Temple” Joanna Davidson Politano
„Ulotna prawda Lily Temple” jest zawiłą powieścią, w której panuje baśniowy klimat. Jak, wspomniałam na wstępie, bardzo go lubię w książkach, jednak w tej nie wystarczył on, aby spodobała mi się opisana w niej historia. Może i miała ona większy sens i była ciekawa, jednak nie było między mną a nią chemii. Nie chcę Was zniechęcić do tej historii, choć pewnie, już to zrobiłam, ale może warto przeczytać tę książkę, możliwe, że akurat Wam się ona spodoba.

„Dziedzictwo” Kaja Owczarczyk

Czy interesują Was książki, w których występuje trauma międzypokoleniowa? Według mnie jest to trudny, ale i też ciekawy temat. W książce „Dziedzictwo” Kai Owczarczyk trauma ta miała swój początek już w czasach wojennych i ciągnęła się z pokolenia na pokolenie... Jeśli ciekawi Was ta historia, to zapraszam na recenzję. 


 „Dziedzictwo” Kaja Owczarczyk
Rok 1938. Żyjąca wtedy w Warszawie Zofia jest panienką z dobrego domu. Rozpoczyna naukę śpiewu oraz marzy o karierze, jednak kiedy poznaje młodą żydówkę Rachelę, wszystko się zmienia. Zofia jest nią zafascynowana i z czasem Rachela staje się jej bardzo bliska. Sytuacja zmusza dziewczynę do tego, aby zmierzyć się z prawdą o sobie. Nagle wybucha wojna, podczas której Zofia angażuje się w działania konspiracyjne. Czy po wielu latach zdoła wypowiedzieć swoje cierpienie, które gromadziło się w niej latami?

Rok 1993. Ida, wnuczka Zofii, jest pełną zapału psychiatrą, która przyjeżdża do Sztutowa, aby opiekować się chorą babcią. Jednocześnie próbuje pogodzić swój wyjazd z pracą i próbami ratowania swojego małżeństwa. Czy niepokojące dolegliwości, które odczuwa, poprowadzą ją do odkrycia idei traumy międzypokoleniowej? Jakie rodzinne sekrety zostawiły swój ślad na jej psychice? 

 „Dziedzictwo” Kaja Owczarczyk
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Są w niej dwie płaszczyzny czasowe, czyli czasy wojenne i powojenne, które poznajemy z opowieści Zofii i czasy bardziej współczesne, czyli 1993 rok, w którym Ida próbuje odkryć źródło swojej traumy. Obie płaszczyzny czasowe były dla mnie tak samo ciekawe. Dzięki opowieści Zofii poznajmy nie tylko ciężkie czasy wojenne, ale i ból nieszczęśliwej miłości, związku bez miłości i macierzyństwa pozbawionego głębszych uczuć. Z kolei Ida, mimo że była psychiatrą, nie miała szczęśliwego życia prywatnego, ani dobrych relacji z matką, dlatego, aby zrozumieć siebie oraz swój problem, który ją blokował w osiągnięciu szczęścia, musiała zmierzyć się z tym, co przeżyła Zofia w przeszłości. Na przykładzie Idy można zobaczyć to, jaki ślad na psychice potrafią odcisnąć nieprzepracowane straty. Czytając tę książkę, można też zobaczyć, jak trudna do zdiagnozowania bywa trauma międzypokoleniowa, która niestety dotyka tak naprawdę wiele osób. 

 „Dziedzictwo” Kaja Owczarczyk
„Dziedzictwo” jest ciekawą powieścią, w której przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Na przykładzie jej bohaterek można przybliżać sobie zagadnienie transgeneracyjnej traumy, która bywa wielkim problemem utrudniającym życie, dlatego myślę, że warto poznać tę książkę. Polecam ją miłośnikom wojennych historii, powieści pełnych tajemnic z przeszłości i wszystkim tym, którzy, tak jak Idą, próbują zrozumieć siebie. Czas z tą książką z pewnością nie będzie stracony.



„Cud magicznej nocy” Krystyna Mirek

Co najbardziej zachęca Was do przeczytania świątecznych książek? Pamiętam, jak rok temu wstawiłam recenzję powieści świątecznej i zadałam podobne pytanie. Moja odpowiedź nie zmieniła się od tamtego czasu, ale przypomnę ją: są to słodkie kotki na okładce, dlatego, kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź książki „Cud magicznej nocy” Krystyny Mirek, wiedziałam, że przeczytam tę książkę w tym okresie świątecznym. W końcu się to udało, tak więc teraz zapraszam na recenzję.


 „Cud magicznej nocy” Krystyna Mirek
Sara jest wulkanem energii, uwielbia Boże Narodzenie, jednak wszystko wskazuje na to, że w tym roku spędzi je sama. Z tego właśnie powodu godzi się na to, aby w święta dyżurować w schronisku dla kotów. Nagle Sara wpada na pomysł, aby znaleźć kotom tymczasowy dom na czas świąt. Jak zakończy się ten pomysł? Czy okaże się on katastrofą, czy może cudem? 

 „Cud magicznej nocy” Krystyna Mirek
Feliks jest introwertykiem, który ma swoje specyficzne plany na spędzenie świąt. Zamierza w tym czasie nie wychodzić z domu, ani nie rozmawiać z nikim. Jak pomysł Sary wpłynie na jego świąteczny plan i co wyniknie z tego spotkania? Czy na pewno spędzi te święta samotnie? 

 „Cud magicznej nocy” Krystyna Mirek
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, rozdziały są krótkie i czyta się ją błyskawicznie. Jest to piękna powieść na zewnątrz, jak i wewnątrz. Za sprawą pomysłu Sary dużo się w niej dzieje. Jest wiele zaskakujących sytuacji, śmiechu, chaosu i wzruszeń. Są też oczywiście wątki miłosne, skomplikowane relacje rodzinne i międzyludzkie. Na przykładzie tej historii fajnie został opisany tytułowy cud magicznej nocy, który zadział się za sprawą tych pięknych i słodkich stworzeń, czyli kotków. Ich pojawienie się w kilku domach wywróciło życie ich mieszkańców do góry nogami w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z tego właśnie powodu ta historia przypominała trochę książkę „Zaleca się kota” Sho Ishida, w której koty też okazały się rozwiązaniem wielu życiowych problemów. Tej pięknej historii towarzyszył oczywiście klimat świąt Bożego Narodzenia, dzięki czemu za sprawą tej książki można poczuć magię świąt. 

 „Cud magicznej nocy” Krystyna Mirek
„Cud magicznej nocy” jest piękną powieścią świąteczną idealną na ten świąteczny czas. Gwarantuję to, że przypadnie ona do gustu wszystkim miłośnikom zwierząt, szczególnie kotów, bo opisuje ona naprawdę piękną historię z udziałem tych zwierząt. Ja bardzo miło spędziłam czas z tą książką i ze względu na koty, była ona dla mnie najpiękniejszą świąteczną powieścią przeczytaną przeze mnie w tym roku.

 „Cud magicznej nocy” Krystyna Mirek


Razem z moim kotem Maćkiem życzymy wszystkim zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia!

„Ocalenie” Agnieszka Lis

Czy w tym przedświątecznym okresie sięgacie po lekkie powieści, czy Święta nie mają wpływu na Wasze wybory czytelnicze? Ja staram się czytać te przyjemne, najczęściej świąteczne powieści, jednak moja miłość do książek z historią w tle spowodowała, że zdecydowałam się przeczytać „Ocalenie” Agnieszki Lis. Tak więc dzisiaj zapraszam Was recenzję tej wojennej powieści.



„Ocalenie” Agnieszka Lis
Ewa jako dwulatka trafia do sierocińca, którego dyrektorką jest Wanda otaczająca wszystkie dzieci troskliwą opieką, jednak największą miłością obdarza Ewę. Kiedy wybucha wojna, Wanda i jej prawa ręka kucharka Anna, robią wszystko, aby dzieci jak najmniej cierpiały. Niestety, wraz z nagłym aresztowaniem Wandy wszystko się zmienia... W tej sytuacji dorastająca Ewa pomaga, jak potrafi. Dla dobra dzieci ryzykuje, naraża się poprzez kradzież na Targowisku lub zanoszenie konspiracyjnych dokumentów. Do czego dopuszczą się opiekunki sierocińca, aby chronić dzieci? Jak uda im się przetrwać te ciężkie czasy wojenne?

„Ocalenie” Agnieszka Lis
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Mam już za sobą wiele wojennych powieści, jednak o losach sierocińca w tych okropnych czasach, miałam okazję przeczytać pierwszy raz. Ciężko czytało mi to, że pomimo starań opiekunek sierocińca, małe bezbronne dzieci i tak odczuły skutki wojny. Mimo to, myślę, że Wanda, Anna i Ewa i tak wykazały się wielką odwagą i poświęceniem, żeby te skutki były jak najmniejsze. Była to dla mnie bardzo poruszająca książka, która drastycznie opisuje sytuację w kraju w czasie wojny. Interesujące dla mnie było to, że czytając na końcu książki podziękowania autorki, dowiedziałam się, że losy Ewy, która trafiła do sierocińca, zostały zainspirowane losami prawdziwej dziewczynki urodzonej w więzieniu przed wojną. Jej matka chciała dla niej lepiej, dlatego wybrała mniejsze zło i oddała ją do sierocińca. Niestety, kiedy wybuchła wojna wszystkie inne problemy życiowe spadły na dalszy plan.

„Ocalenie” Agnieszka Lis
„Ocalenie” jest poruszającą powieścią z historią w tle, która potrafi zaciekawić. Książka ta obrazowo opisuje czasy wojenne, tak więc myślę, że zainteresuje każdego miłośnika powieści historycznych z okresu drugiej wojny światowej. Przeczytałam ją z dużym zainteresowaniem, jednak nie jest to łatwa ani wesoła książka, ale z pewnością warta przeczytania, którą bardzo polecam.

„Świąteczne cuda” Katarzyna T. Nowak

Co powiecie na takie połączenie jak: przytulna cukiernia, małe miasteczko i świąteczny klimat? Dla mnie te czynniki idealnie pasują do ciepłej otulającej powieści świątecznej takiej jak „Świąteczne cuda” Katarzyny T. Nowak. Tak, więc nie przedłużając, zapraszam na recenzję!



„Świąteczne cuda” Katarzyna T. Nowak
W Niedźwiedziej Łapie, przed Bożym Narodzeniem, zjawia się panna Lola, która otwiera cukiernię. To miejsce jest tak przytulne, że mieszkańcy tego miasteczka szybko ulegają jego urokowi. W dodatku panna Lola sprzedaje tam własne wypieki, które są bardzo pyszne. Kogo wśród mieszkańców Niedźwiedziej Łapy gościłaby w swojej cukierni najchętniej? Kto zdobędzie jej serce? Co takiego wydarzy się na sąsiedzkim spotkaniu opłatkowym?

„Świąteczne cuda” Katarzyna T. Nowak
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Opisaną w niej historię przeczytałam w jeden wieczór, a przyjemny styl pisania autorki, bardzo przypadł mi do gustu. W powieści tej pięknie została opisana przyjaźń między mieszkańcami małego miasteczka. Nowych mieszkańców przyjmowali z otwartymi ramionami, a tym gburowatych potrafili pomóc, gdy tego potrzebowali. Według mnie fajny był też wątek miłosny dotyczący panny Loli, do której wzdychało dwóch adoratorów. Ogólnie w powieści tej można spotkać wielu barwnych bohaterów, których nie da się nie polubić. Jednym z najbardziej charakterystycznych był z pozoru gburowaty pan Oliwier i to na jego przykładzie została opisana samotność oraz to, jak pozory potrafią zmylić co do oceny drugiego człowieka. Oczywiście tej całej historii towarzyszył świąteczny klimat, dzięki któremu mogłam się zrelaksować i poczuć magię świąt.

„Świąteczne cuda” Katarzyna T. Nowak
„Świąteczne cuda” jest fajną, lekką i przyjemną powieścią świąteczną, która nastraja pozytywnie. Jej ciekawa otulająca historia potrafi tak wciągnąć, że można tę książkę pochłonąć w jeden wieczór. Tak więc, jeśli szukacie świątecznych powieści wartych przeczytania, to koniecznie dopiszcie ten tytuł do listy, z pewnością spędzicie z tą książką miło czas!

„Słoiczki” Maja Jaszewska

Czy sięgacie po książki, które nie są nowościami wydawniczymi i jednocześnie nie było o nich głośno? Ja właśnie postanowiłam przeczytać taką powieść, ale zanim to się stało, długo czekała na moim stosie książek do przeczytania. Prędzej, czy później (w tym przypadku później) na każdą moją książkę przychodzi czas, tak więc teraz zapraszam Was na recenzję książki „Słoiczki” Maji Jaszewskej.



„Słoiczki” Maja Jaszewska
Józia jest młodą dziewczyną z Podlasia. Mimo przywiązania do tradycji i rodzinnego domu postanawia wyprowadzić się i tym samym zmienić swoje życie na lepsze. Z kolei Julia jest buntowniczką mieszkającą w Krakowie. Ona również postanawia wyprowadzić się ze swojego rodzinnego domu. Skłoniła ją do tego ucieczka od przeszłości oraz apodyktyczny ojciec. Obie dziewczyny przyjeżdżają do Warszawy, rozpoczynają nowe życie i tym samym stają się tak zwanymi słoiczkami. Ich losy splatają się ze sobą w pracy w nowoczesnym czasopiśmie dla kobiet. Co je czeka w Warszawie? Czy w stolicy odnajdą szczęście?

„Słoiczki” Maja Jaszewska
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Dzieli się ona na dwie części: „Gwiazdeczka” i „Romeo i Julia”. Pierwsza z nich opisuje losy Józi. Interesujące w tej części było dla mnie to, że pod wpływem wielkiego miasta i poznanych w nim ludzi, jej życie zaczęło się bardzo zmieniać. Podobał mi się wątek, w którym spotykała się ze znanym coachem, którym była zauroczona i tym samym chciała mu się przypodobać. Z kolei druga część skupiła się bardziej na losach Julki, które były dla mnie również ciekawe. Bardzo zainteresowało mnie jej skomplikowane życie rodzinne, od którego chciała uciec, jednak później i tak musiała się z nim zmierzyć. Oprócz tego podobała mi się praca Józi i Julii w wydawnictwie oraz ogólnie przyjazna atmosfera panująca między pracownikami. Tak więc była to dla mnie przyjemna i bardzo interesująca książka, której tłem było warszawskie życie. Myślę, że osoby, które opuściły swój rodzinny dom i zaczęły nowe życie zupełnie gdzie indziej, z pewnością odnajdą w tej książce cząstkę siebie. Z kolei ci, którzy ciągle mieszają w swojej rodzinnej miejscowości, za sprawą tej książki mogą dowiedzieć się tego, jak może wyglądać życie osób, które szukają lepszego życia w zupełnie innym miejscu.

„Słoiczki” Maja Jaszewska
„Słoiczki” jest bardzo przyjemną powieścią obyczajową opowiadającą o młodych dziewczynach, które  postanowiły zacząć nowe lepsze życie w zupełnie innym miejscu. Ze względu na panujący w niej klimat i akcję, która trwa na przestrzeni wielu miesięcy, można ją czytać o każdej porze roku, w okresie Świąt Bożonarodzeniowych (które były w niej bardzo klimatyczne) lub Wielkanocnych (które były w niej bardzo ciekawie opisane). Momentami powieść ta bywa śmieszna, a czasami nostalgiczna, a także romantyczna. Tak więc, jeśli lubicie takie klimaty, to bardzo polecam Wam tę książkę, dla mnie była ona bardzo interesująca i cieszę się, że w końcu poznałam opisaną w niej historię.

„Słoiczki” Maja Jaszewska

„Apartament pod Złotym Klonem” Barbara Kwinta

W której książce przeczytanej tej jesieni panował według Was najbardziej jesienny klimat? W moim przypadku była to powieść „Apartament pod Złotym Klonem” Barbary Kwinty. Fajne, że jeszcze tej jesieni zdążyłam ją przeczytać pod kocykiem, z moim kotem u boku, popijając aromatyczną herbatę. Tak więc jeśli ciekawi Was ta książka, to zapraszam na recenzję!



„Apartament pod Złotym Klonem” Barbara Kwinta
Jest październik, a jesienny klimat coraz bardziej daje się odczuć. Wtedy to Amelia niespodziewanie kończy swoją karierę, traci oszczędności oraz wraca do Krakowa. W dodatku nie może ona pogodzić się z odejściem swojego ukochanego. Postanawia podjąć pracę w hipsterskiej kawiarni i dorabiać sprzątając apartamenty. W jednym z nich, na ostatnim piętrze postanawia zaszyć się pod kocem i zapomnieć o świecie. Niestety nie tylko ona wpadła na taki pomysł... Pewnego dnia spotkała tam Kubę, czyli właściciela tego apartamentu, który również postanowił dziko zamieszkać w tym apartamencie. Co dalej wyniknie z tej znajomości? Czy Amelia nadal będzie się tak ukrywać przed światem?

„Apartament pod Złotym Klonem” Barbara Kwinta
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Narratorem jest Amelia opowiadająca w zabawny dla mnie sposób całą tą swoją skomplikowaną historię, która wbrew pozorom była tak naprawdę smutna. Dziewczyna mierzyła się ze stratą, przez którą zmieniła całe swoje dotychczasowe życie, postanowiła odciąć się od świata i zerwać wszelkie kontakty. Jej zachowanie można porównać do popularnego w dzisiejszych czasach ghostingu. Mimo wszystko czasami czułam się tak, jakbym czytała lekką komedię z czarnym humorem, bo występowało w tej książce wiele zabawnych sytuacji, szczególnie ta, w której Amelia po raz pierwszy spotkała Kubę w apartamencie. Bardzo podobały mi się ich dialogi szczególnie na początku znajomości, kiedy nie pałali do siebie sympatią. Nie zabrakło też wątku miłosnego, który bardzo mi się podobał i przez cały czas kibicowałam bohaterom tej powieści, aby jak najszybciej uświadomili sobie, że chcą być ze sobą. Końcówką książki nie jestem zawiedziona i mogę powiedzieć, że bardzo miło spędziłam czas z tą książką. Bardzo polubiłam styl pisania autorki, który nie był mi wcześniej znany. Czytało mi się tę powieść tak fajnie i lekko, że pochłonęłam ją w jeden dzień. Na końcu całej tej historii było jeszcze coś... Autorka zawarła kilka smacznych i prostych jesiennych przepisów, które trzeba koniecznie wypróbować jeszcze tej jesieni.

„Apartament pod Złotym Klonem” Barbara Kwinta
„Apartament pod Złotym Klonem” to bardzo fajna jesienna powieść, która według mnie jest mieszanką romansu, powieści obyczajowej, komedii i dramatu. Można się przy niej pośmiać, wzruszyć, rozmarzyć oraz poczuć jesienny klimat sprzyjający czytaniu pod kocykiem. Czyta się tę książkę błyskawicznie, tak więc bardzo ją polecam, czas spędzony z nią z pewnością nie będzie stracony!

„Drżenie serc” Angelika Ślusarczyk

Lubicie emocjonalne książki, które pokazują życie pełne problemów i przeciwności losu? Jeśli tak, to powieść „Drżenie serc” Angeliki Ślusarczyk powinna Was zainteresować. Ja właśnie ją przeczytałam i wiem, że jej poruszająca historia z pewnością pozostanie ze mną na długo. Tak więc, jeśli jesteście ciekawi więcej na temat tej książki, to zapraszam na recenzję!



„Drżenie serc” Angelika Ślusarczyk 
Liliana jest z pozoru szczęśliwą mężatką, która ma mieszkanie i pracę, którą lubi. Jednak z czasem w jej idealnym mężu oraz w niej zachodzą pewne zmiany... W dodatku na imprezie urodzinowej swojej przyjaciółki Liliana poznaje pewnego fotografa. Jaki wpływ będzie on miał na jej przyszłość? Czy dalej Liliana będzie tkwić w swoim „szczęśliwym” małżeństwie? Jedno jest pewne, czekają ją życiowe zmiany, których nigdy by nie przewidziała...

„Drżenie serc” Angelika Ślusarczyk 
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Występują w niej wątki związane z miłością tą odzwierciedlającą tytułowe drżenie serc oraz tą wiążącą się z trudnymi relacjami, które z czasem przeradzają się w przemoc fizyczną i psychiczną. Na szczęście w książce tej nie zabrakło też wątków związanych z przyjaźnią, które pokazały to, że pomoc bliskich osób jest bezcenna. Podczas czytania można było spotkać pikantne scenki, jednak nie jest to zwykły romans. Jest to bardzo smutna i poruszająca historia, która na przykładzie bohaterów, pokazuje to, jak przewrotne i zaskakujące może być życie. Uzmysławia nam również to, jak ważne jest wybaczanie, bo ten, kto ciągle żywi do kogoś żal, nie zazna nigdy wewnętrznego spokoju. Finał tej całej historii był dla mnie smutny i tragiczny, ale za to pierwszy raz spotkałam się z taką ciekawą formą zakończenia w książce i nawet mi się ono spodobało (szczególnie druga wersja), mimo że nie należało do wesołych. Na koniec dodam jeszcze, że na początku każdego rozdziału został uwzględniony tytuł piosenki z playlisty znajdującej się na końcu książki. Ja ogólnie nie korzystam z takich playlist, ale jeśli ktoś miałby ochotę w czasie czytania posłuchać piosenek, które mogą umilić czas, to myślę, że taka playlista może być bardzo przydatna. Spodobało mi się również to, że na końcu książki zostały wyszczególnione także telefony alarmowe i interwencyjne, które mogą się przydać w trudnych sytuacjach.

„Drżenie serc” Angelika Ślusarczyk 
„Drżenie serc” jest ciekawą, zaskakującą, ale i też bardzo smutną i poruszającą książką, która może wzruszyć nie jednego czytelnika. Jeśli macie ochotę poznać historię, która pokazuje życie pełne przeciwności losu, w którym nie wszystko jest takie kolorowe, jakby mogło się wydawać na pierwszy rzut oka, to ta książka będzie dla Was w sam raz. Myślę , że będzie ona idealna w ten melancholijny deszczowy jesienny wieczór, podczas którego i tak nic nie poprawi Wam humoru...

„Dobra Samarytanka” John Marrs

Czy telefony zaufania, zamiast pomóc, mogą też zaszkodzić? Zawsze mi się wydawało, że mogą tylko i wyłącznie pomóc, jednak po przeczytaniu t...