„To, co musimy utracić” Judith Viorst

Z tym końcem roku mam dla Was recenzję książki, która skłania do refleksji, bo opisuje utratę, czegoś, co już nie wróci i tym samym zapowiada nowy początek, zupełnie, jak ten Nowy Rok, który już niedługo będziemy witać. Tak więc, nie przedłużając, zapraszam Was na recenzję książki „To, co musimy utracić” Judith Viorst!



„To, co musimy utracić” Judith Viorst
Poradnik ten opisuje zjawisko, które bardzo często towarzyszy nam w życiu, bo jest ono nieuniknione. Jest nim strata, która może kojarzyć się ze smutnymi rzeczami, takimi jak śmierć najbliższych, wszelkiego rodzaju rozstania, czy utrata różnych marzeń. Oprócz tego typu przypadków książka ta opisuje sytuacje, w których strata może nas wzmocnić oraz zmienić.

Tak więc, z książki tej można dowiedzieć się tego, że straty można doświadczyć w różnych przypadkach. Jednym z nich jest moment narodzin, kiedy opuszczamy ciało matki, przez co przestajemy być jej częścią i stajemy się oddzielnym „ja”. Innym przykładem jest sytuacja, kiedy uświadamiamy sobie, że mamy ograniczoną władzę i możliwości, przez co musimy ustąpić i pogodzić się z tym, co zakazane i niemożliwe do spełnienia. Kolejnym przykładem jest rezygnacja z marzeń o idealnych związkach między ludźmi i tym samym zastąpienie tych marzeń naszą rzeczywistością niedoskonałych więzi. Ostatni przykład mówi o tym, że przyjmujemy do wiadomości to, że wszystko ma swój kres, a życie jest bardzo kruche, szczególnie w drugiej połowie naszego życia.

Czytając tę książkę, można zauważyć, że ma ona za zadanie uświadomić nam, że radzenie sobie z naszymi stratami, może pomóc nam wzmocnić się emocjonalnie i psychicznie. Poradnik ten mówi też o tym, że może zaistnieć w naszym życiu mądra i pełna nadziei zmiana, jeśli uświadomimy sobie to, w jaki sposób utrata czegoś wpłynęła na nas.


„To, co musimy utracić” Judith Viorst
Książka ta dzieli się na cztery części, każda z nich opowiada o różnych stratach, które można zaobserwować w naszym życiu od narodzin, do śmierci. Poradnik ten nie należy do łatwych, a jego rozdziały są mega długie. Jest w nich dużo opisów i ogólnie podczas czytania trzeba się skupić, aby przyswoić sobie zawartą w nim wiedzę, która może okazać się nam bardzo przydatna, bo niestety wszelkiego rodzaju straty są w naszym życiu nieuniknione. W książce tej zawarte jest wiele trudnych, ale i ciekawych informacji, które mogą pomóc. Jak dla mnie poradnik ten jest mało przejrzysty, bo jest w nim sam tekst, a tematy poruszane w nim nie są łatwe. O wiele lepiej przyswoiłabym sobie jego wiedzę, gdyby zawierał na końcu każdej części lub rozdziału podsumowania. Fajnie też byłoby, gdyby te ważniejsze informacje były jakoś wyszczególnione, np. pogrubioną czcionką. Tak więc, mimo bardzo mądrej treści i wielu przydatnych informacji, poradnik ten czasami był dla mnie nudny i męczący. Były momenty kiedy mnie ciekawił, uświadomił mi to, że różnego rodzaju straty nie muszą być końcem świata, zawsze niosą one za sobą pewne zmiany i trzeba pogodzić się z tym, że niektóre rzeczy odchodzą już bezpowrotnie. Mimo to, po przeczytaniu tej książki, uważam, że strata, obojętnie czego, nadal nie będzie rzeczą, którą polubię i której nie będę przeżywać.

„To, co musimy utracić” Judith Viorst
„To, co musimy utracić” jest mądrym poradnikiem, który wyjaśnia i dokładnie opisuje naukowo procesy oraz etapy tego, co w życiu przemija lub to, co tracimy bezpowrotnie. Jak dla mnie, książka ta mogłaby być bardziej przejrzysta, ale mimo to, i tak dowiedziałam się z niej wielu mądrych rzeczy. Jeśli lubicie poradniki, opisujące procesy, na które nie mamy wpływu, takie jak strata, to ten może Was zainteresować.

Na koniec życzę Wam
Szczęśliwego Nowego Roku!

„Najcenniejszy podarunek” Aleksandra Rochowiak

Jak tam po świętach? Czy podczas oczekiwania Bożego Narodzenia towarzyszyły Wam kalendarze adwentowe? Ja co roku zamierzam sobie jakiś sprawić, ale zawsze o tym zapominam i odliczam dni do świąt bez niego. W powieści świątecznej „Najcenniejszy podarunek” Aleksandry Rochowiak, główna bohaterka dostała taki kalendarz w bardzo oryginalnej formie. To właśnie motyw kalendarza adwentowego wraz z bardzo apetyczną okładką zaważyły na tym, że zdecydowałam się przeczytać tę książkę w te święta. Tak więc teraz zapraszam teraz na recenzję!



„Najcenniejszy podarunek” Aleksandra Rochowiak
Zosia jest trzydziestodwuletnią kobietą, która marzy o założeniu rodziny. Pracuje w jednej z najpopularniejszych cukierni znajdującej się w Warszawie, gdzie piękny wystrój, wysoka jakość i niepowtarzalny smak wypieków, bardzo zachęcają klientów do odwiedzania tego miejsca. Zosia, mimo że pracuje w tak pięknej cukierni, nie jest zadowolona ze swojego życia osobistego. Tkwi z Jakubem w swoim kilkuletnim związku bez perspektyw i wciąż nie może się doczekać upragnionego pierścionka. Jest ona bardzo rozczarowana swoim związkiem, dlatego postanawia rozstać się z Jakubem. Mężczyzna prosi ją o ostatnią szansę i decyduje się zawalczyć o ten związek. Tworzy dla Zosi specjalny kalendarz adwentowy, w ten sposób chce przez dwadzieścia cztery dni dzielące ich od świąt Bożego Narodzenia przypominać jej te najszczęśliwsze momenty, które towarzyszyły im na początku ich związku. Czy pomimo starań Jakuba, Zosia nadal będzie chciała się z nim rozstać? Czy może uda jej się znaleźć szczęście gdzieś indziej?

„Najcenniejszy podarunek” Aleksandra Rochowiak
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Rozdziały są dość długie, ale przyjemny styl pisania autorki sprawiał, że czytałam je szybko i nie liczyłam stron do końca rozdziału, tak jak to bywa w przypadku nużących mnie książek. W tej powieści został przedstawiony bardzo poważny problem, który może wystąpić w każdym związku, kiedy to jedna z osób nie poświęca drugiej zbyt wiele czasu, a druga osoba nie mówi wprost o swoich oczekiwaniach wobec tego związku. W takich sytuacjach, tak jak w tej książce, zazwyczaj dochodzi do rozstania. Bardzo podobało mi się to, jak Jakub postanowił zawalczyć o swój związek. Pomysł ze sworzniem kalendarza adwentowego był świetny, chociaż na początku przynosił marne skutki, ale widać było, że mężczyźnie bardzo zaczęło zależeć na Zosi. Bardzo kibicowałam mu i chciałam, żeby osiągnął swój cel. Ogólnie, była to bardzo emocjonalna historia pełna zwrotów akcji. Oprócz tego, w powieści tej już od samego początku panuje przyjemna świąteczna atmosfera, a miłość głównej bohaterki do świąt Bożego Narodzenia może bardzo zarazić każdego czytelnika.

„Najcenniejszy podarunek” Aleksandra Rochowiak
„Najcenniejszy podarunek” jest bardzo przyjemną powieścią świąteczną, w której można poczuć magię świąt. Jest to chyba najbardziej klimatyczna książka ze wszystkich powieści świątecznych, jakie mi się udało przeczytać w tym roku. Oprócz tego jej fabuła bardzo mnie wciągnęła i czasami trudno mi się było oderwać od tej książki. Tak więc, jeśli lubicie takie przyjemne powieści i chcecie nastroić się świątecznie na kolejne święta, lub jeśli powieści świąteczne czytacie niezależnie od pory roku, to bardzo polecam Wam tę książkę, myślę, że Was też oczaruje tak jak mnie!

„Świąteczne życzenie” Courtney Cole

Na wstępie, chciałam wszystkim tym, którym jeszcze nie życzyłam, życzyć zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!



„Świąteczne życzenie” Courtney Cole
W tym okresie świątecznym nie mogło zabraknąć recenzji książki nawiązującej do Świąt Bożego Narodzenia, jaką jest „Świąteczne życzenie” autorki Courtney Cole. Z pewnością nie jedna osoba ma takie jedno życzenie, które chciałaby, żeby się spełniło w te święta. Co takiego zażyczyli sobie bohaterowie tej książki i jakie skutki miała ta decyzja? Zapraszam na recenzję!

Noel i Jonah od wielu lat są małżeństwem, które z czasem oddaliło się od siebie. Rozmawiają ze sobą tylko podczas spacerów ze swoim psem Elliottem. Pewnego dnia, Elliot zrywa się ze smyczy i ucieka. Noel i Jonah znajdują go przecznicę dalej, gdzie wziął go pod opiekę pewien starzec. Podczas wizyty u niego, małżeństwo, za namową tego starca, wypowiada życzenie do kuli śnieżnej. Następnego dnia, nic już nie jest takie jak przedtem... Noel i Jonah budzą się w osobnych łóżkach znajdujących się w osobnych mieszkaniach i ogólnie w innych rzeczywistościach, w których się nie znają. Jednak nadal czegoś ważnego brakuje im do pełni szczęścia. Po przypadkowym spotkaniu odkrywają, że coś wyjątkowego ich ze sobą łączy. Czy podczas tej panującej magii świąt zdołają odnaleźć wspólne szczęście, póki nie jest jeszcze za późno?

„Świąteczne życzenie” Courtney Cole
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Rozdziały napisane są przemiennie z punktu widzenia Noel i Jonaha. Powieść ta ma dużą objętość, liczy prawie 480 stron, jednak czyta się ją błyskawicznie, gdyby nie inne moje obowiązki, to przeczytałabym ją nawet w jeden dzień. Do sięgnięcia po tę książkę bardzo zaciekawił mnie opis znajdujący się z tyłu okładki i cieszę się, że ją przeczytałam, bo historia opisana w niej jest bardzo przyjemna, poruszająca i ogólnie potrafi zaciekawić. Jest w niej wątek miłosny, są też fajne wątki obyczajowe, w których występują zwierzęta. Nie zabrakło też tych mniej sielankowych sytuacji, typu rywalizacja, przykre wspomnienie z dzieciństwa, czy ciężka choroba, taka jak demencja. Na szczęście według mnie więcej jest tych przyjemnych wątków. W dodatku akcja w dzieje się w okresie przedświątecznym, dzięki czemu można w pełni poczuć magię Świąt.

„Świąteczne życzenie” Courtney Cole
„Świąteczne życzenie” jest przyjemną świąteczną powieścią obyczajową opisującą piękną historię miłosną, która wygasła, jednak za sprawą życzenia świątecznego dostała szansę, żeby się odrodzić. Bardzo miło spędziłam czas z tą książką, myślę, że jest to idealna lektura na święta, która z pewnością pozostawi uśmiech na twarzy. Tak więc, jeśli lubicie lekkie, przyjemne, świąteczne obyczajówki, to ta książka będzie dla Was w sam raz.

„Wigilia ze skutkiem śmiertelnym” Iwona Banach

Jak tam Wasze przygotowania do Świąt? U mnie tak średnio, dlatego, żeby się nie stresować tym, że poza ubranej choinki, nic jeszcze nie mam przygotowanego, postanowiłam sięgnąć na rozluźnienie po lżejszą lekturę, jaką jest „Wigilia ze skutkiem śmiertelnym” Iwony Banach. Czy ta komedia kryminalna zdołała rozładować ten przedświąteczny stres? Zapraszam na recenzję!



„Wigilia ze skutkiem śmiertelnym” Iwona Banach
Tuż przed Wigilią Miłka rozstaje się ze swoim chłopakiem. Niestety jej rodzina nie jest tego świadoma i w wigilijny wieczór postanawia zorganizować w wynajętej sali domu weselnego przyjęcie, na którym oficjalnie ogłoszą swoje zaręczyny. Miłka, z racji tego, że jest bardzo zrozpaczona, odmawia udziału w tej uroczystości. Wkrótce w miasteczku Leszyn, w którym dzieje się cała ta akcja, zostają ujawnione zwłoki... Kto dopuścił się zabójstwa w wieczór wigilijny? Nagle okazuje się, że każdy ma coś na sumieniu, nawet sam zamordowany... Co takiego skrywa znajdujący się w tym miasteczku ośrodek dla zamożnych osób, którzy, z racji tego, że są znerwicowani, poddają się terapii w cieście drożdżowym i kawiorze?

„Wigilia ze skutkiem śmiertelnym” Iwona Banach
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Sposób pisania autorki jest przyjemny, a czasami zabawny. Podczas czytania bywały też śmieszne sytuacje, ale nie na tyle, żebym wybuchała śmiechem. W tej książce można spotkać wiele barwnych postaci, niektórych zachowanie było dla mnie komiczne. Najbardziej moją sympatię wzbudziła babcia Miłki. Byli też tacy bohaterowie, którzy mnie irytowali, na przykład były narzeczony głównej bohaterki. Wątek kryminalny jak dla mnie był ciekawy i bardzo oryginalny. Ciężko było mi się domyślić tego, kto dopuścił się zbrodni, która wydarzyła się w wigilię. Mimo wszystko czegoś mi w tej książce zabrakło, jak dla mnie akcja czasami się wlokła, czasami mnie nudziła, a szansami wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Mam mieszane uczucia co do tej powieści, ale wybierając ten gatunek literacki, nie spodziewałam się nie wiadomo czego, więc jakoś szczególnie nie jestem zawiedziona tą książką.

„Wigilia ze skutkiem śmiertelnym” Iwona Banach
„Wigilia ze skutkiem śmiertelnym” jest lekką komedią kryminalną idealną na zabicie czasu. Czytając ją, nie nastroiłam się jakoś szczególnie na Święta, ale czasami dobrze się przy niej bawiłam, a czasami też chciałam ją jak najszybciej skończyć, bo już zaczynała mnie męczyć. Tak więc, jeśli macie ochotę na niezbyt wymagającą lekturę, która na długo nie zostanie w Waszej pamięci, to ta książka będzie dla Was w sam raz.

„Szczęście w prezencie” Anna Szczęsna

Jakie prezenty chcielibyście znaleźć pod choinką? Ja spodziewam się kosmetyków, kolczyków, termoforu w kształcie kotka i pewnie jeszcze czymś mnie Mikołaj zaskoczy. Jeśli już mowa o prezentach, to mam dzisiaj dla Was recenzję książki opisującej niematerialne szczęście, jaką jest „Szczęście w prezencie” Anny Szczęsnej. O jakim szczęściu mówi ta powieść i czemu zostało podarowane w prezencie? Zapraszam na recenzję!


„Szczęście w prezencie” Anna Szczęsna
Emilia, rezygnując z kariery, dobrze zapowiadającego się związku i własnych planów, postanawia samotnie wychowywać swojego siostrzeńca Oskara. Nie było to dla niej łatwe, jednak pokonując wszystkie przeszkody, na nowo ułożyła swoje życie oraz swojego siostrzeńca. Niestety kiedy zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, ich uporządkowane życie ogarnia chaos. Nagle Klaudia, czyli siostra Emilii postanawia odebrać jej swojego syna. Jest to bardzo burzliwy czas dla Emilii, w dodatku na horyzoncie pojawia się tajemniczy mężczyzna, który, tak jak i ona ma za sobą trudne doświadczenia. Jak dalej potoczą się losy Emilii, Oskara oraz Klaudii? Co takiego spotka ich podczas nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia?

„Szczęście w prezencie” Anna Szczęsna
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Są dwie płaszczyzny czasowe, które przeplatają się kolejno między sobą. Jedna z nich opisuje teraźniejszość, w której Emilia opiekuje się dziewięcioletnim Oskarem. Druga opisuje przeszłe lata, począwszy od dziewięciu lat wstecz, kiedy Klaudia zaszła w ciążę, a kończąc na trzech latach wstecz. W tej płaszcz czasowej z każdym kolejnym rozdziałem akcja przeskakuje o kilka miesięcy lub lat do przodu.

Ogólnie książkę tę czytało mi się szybko, bo potrafiła mnie zainteresować. Są w niej opisane trudne relacje rodzinne, które między innymi doprowadziły do tego, że to Emilia zaczęła opiekować się Oskarem, zamiast jego rodzonej matki. Główna bohaterka bardzo mi zaimponowała tym, że wykazała się wielką odwagą i poświęceniem, wychowując nie swoje dziecko, w dodatku opieka nad nim wiązała ze zmianą jej dotychczasowego życia. Mimo wielu trudności nigdy nie poddawała się i zdołała zapewnić mu kochający dom. Oskar był dla niej całym szczęściem, co prawda „pożyczonym”, jednak Emilia ani przez chwilę nie żałowała swojej decyzji. Z kolei jej siostra Klaudia była jej zupełnym przeciwieństwem, bo kiedy Emila opiekowała się jej dzieckiem, to ona siedziała za granicą, gdzie zarabiała pieniądze, jednak, jak już miała ich wystarczająco dużo, to pławienie się w luksusach było dla niej ważniejsze od własnego dziecka, które widywała na krótko raz na jakiś czas. Bardzo irytowało mnie jej zachowanie, bezczelność i sposób, w jaki wykorzystywała Emilię. Oprócz tego głównego wątku związanego z wychowaniem Oskara został też opisany wątek miłosny, który był dla mnie tak sielankowy, że czytając go, można się było nieźle rozmarzyć. Były też wątki przyjaźni, występowali w nich bardzo życzliwi ludzie zastępujący głównej bohaterce rodzinę, która niestety ją zawiodła... Ta cała akcja opisana w książce zaczyna dziać się w okresie przedświątecznym, a kończy się w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, dzięki czemu można poczuć tę atmosferę świąteczną.

„Szczęście w prezencie” Anna Szczęsna
„Szczęście w prezencie” jest świąteczną powieścią obyczajową, która nie jest typowo sielankowa, jak może się wydawać, patrząc na jej okładkę. Porusza ona ciężkie tematy związane z trudnymi decyzjami i niełatwymi relacjami rodzinnymi. Bardzo wciągnęła mnie ta książka, podczas czytania byłam bardzo ciekawa tego, jak będą wyglądały Święta jej bohaterów i tym samym ten świąteczny klimat bardzo nastroił mnie na ten zbliżający się bożonarodzeniowy czas. Tak więc bardzo polecam Wam tę powieść, jeśli lubicie obyczajówki poruszające trudne tematy i jeśli chcecie poczuć magię Świąt.



"Odpocznij" Jeff Foster

W jaki sposób najbardziej lubicie odpoczywać? Dla mnie ostatnio najlepszą formą odpoczynku jest drzemka, a jeśli nie chce mi się spać, to wybieram czytanie. Tym samym mam dzisiaj dla Was recenzję ostatnio przeczytanego przeze mnie poradnika, który swoim tytułem bardzo zachęca do odpoczynku, czyli „Odpocznij”, którego autorem jest Jeff Foster. Co miał w zamyśle autor, nadając właśnie taki tytuł tej książce? Jakie wskazówki życiowe w niej zawarł? Zapraszam na recenzję!



"Odpocznij" Jeff Foster
Jak sam tytuł wskazuje, książka ta mówi o tym, żeby odpocząć oraz zacząć w końcu czuć i żyć już teraz nie czekając na żadne przyzwolenie. Według autora nie należy na siłę szukać szczęścia, ani skupiać się na jego braku, tylko pokochać i zaakceptować siebie, ze wszystkimi niedoskonałościami. Oprócz tego, w książce tej jest zawartych dużo mądrości życiowych mówiących o tym, że należy skupić się na swoim własnym szczęściu, zamiast czerpać je z życia innych autorytetów, które według nas są szczęśliwi. Z tego poradnika można dowiedzieć się również tego, że trzeba szczęście odkryć w sobie, bo każdy może być szczęśliwy niezależnie od wierzeń i co tego, co mówią o nas inni. Tak więc, według autora tej książki „Jesteś kompletny i cały dokładnie taki, jaki jesteś... doskonały nawet w swojej niedoskonałości, niesamowity w swoim człowieczeństwie, silny w swojej kruchości”.


"Odpocznij" Jeff Foster
W książce narracja prowadzona jest w drugiej osobie, co bardzo lubię w poradnikach, bo lepiej jest mi wtedy przyswoić sobie mądrości w nich zawarte. Dzieli się ona na trzynaście części, opisujące wytchnienia w różnych sytuacjach, na przykład w samotności, niewiedzy, czy nawet w zwykłych chwilach. Każda z nich potrafiła mnie zainteresować, dać do myślenia oraz zmienić sposób postrzegania wielu spraw dotyczących szczęśliwego życia. Wszystkie części podzielone są na kilka krótkich tekstów, niektóre z nich są naprawdę króciutkie, ale za to bardzo wartościowe, mądre i dają do myślenia. Najbardziej trafiła do mnie część mówiąca o wytchnieniu w bólu i złamania, bo podniosła mnie na duchu, poprawiła humor, tak więc uważam, że może pomóc w smutnych chwilach. Dobrze wspominam również część mówiącą o wytchnieniu w melancholii i samotności, bo według mnie ta część bardzo dobrze wyjaśnia przekaz tej książki mówiący o tym, że każdy jest kompletny i wyjątkowy, a szczęście należy znaleźć w sobie. Książkę tę czyta się błyskawicznie, można, tak jak to było w moim przypadku, przeczytać ją całą od razu. Można też wybrać sobie dany rozdział, który akurat najbardziej nas interesuje lub jest związany z negatywnymi emocjami, które akurat nam towarzyszą.


"Odpocznij" Jeff Foster
„Odpocznij” jest bardzo mądrym poradnikiem, który polecam każdemu, kto ma problemy z akceptacją siebie lub ze znalezieniem szczęścia. Może on pomóc wielu osobom w trudnych sytuacjach, a jeśli już jesteśmy szczęśliwi, to jego czytanie może również zrelaksować i przypomnieć o wielu ważnych wartościach życiowych, o których trzeba pamiętać w różnych sytuacjach. Tak więc, dzięki tej książce można zrozumieć to, że nie na wszystko ma się wpływ, czasami trzeba odpuścić, wziąć życie takim, jakie jest i po prostu odpocząć.



„Zima w Małej Przytulniej” Magdalena Witkiewicz

Ile już świątecznych książek macie za sobą? Ja właśnie mam na koncie pierwszą i jest nią „Zima w Małej Przytulniej” Magdaleny Witkiewicz. Sięgnęłam po nią, bo chciałam w tym roku rozpocząć maraton książek świątecznych od powieści, która na pewno mi się spodoba. Tym właśnie sposobem wybrałam powieść autorki, po której książki zawsze sięgałam w ciemno, bo uwielbiam jej twórczość. Tak więc zapraszam na recenzję tej pięknej świątecznej książki!


„Zima w Małej Przytulniej” Magdalena Witkiewicz
W miejscowości Mała Przytulna panuje piękna mroźna zima. Przed domem Gabrysi stoi przystrojona choinka rozświetlająca ogród przez cały rok. Zagraniczni goście postanowili odwiedzić tę małą miejscowość, dzięki czemu na jej ulicach można usłyszeć język Balzaca, który przez kłótnie francuskich przybyszów, został wzbogacony o niecenzuralne słowa. Mimo wszystko wokół mieszkańców Małej Przytulniej (i tych starszych i młodszych) rozkwita miłość. Jak dalej potoczą się losy mieszkańców tej małej miejscowości podczas pięknej zimy, kiedy Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami?

„Zima w Małej Przytulniej” Magdalena Witkiewicz
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Na samym początku znajduje się spis postaci, których z początku może się wydawać za dużo. Każdy z nich ma inną osobowość, ale nikt nie jest sobie obcy, bo akcja w książce dzieje się w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Rozdziały są krótkie i są one zatytułowane imionami bohaterów, o których jest dany wątek. Oprócz tego, przed przeczytaniem każdego rozdziału, znajdują się ciekawostki historyczne, legendy oraz tradycje wigilijne przeróżnych krajów. Niektóre z nich wydawały się bardzo interesujące, inne dziwaczne, a jeszcze inne piękne, szczególnie legenda o biednej Ukraince, która nie miała pieniędzy na to, aby przystroić swoją choinkę, jednak na drugi dzień zobaczyła ją pięknie ozdobioną pajęczynami. Dlatego też do dzisiaj w tym kraju wiesza się na choinkach pajęczyny. Muszę jeszcze wspomnieć, że książka ta jest pięknie wydana, oprócz bardzo ładnej świątecznej okładki, ma w środku równie ładne świąteczne rysunki, które umilają czytanie i tworzą przyjemną świąteczną atmosferę.

Teraz skupmy się na fabule książki. Jak już wspomniałam wcześniej, akcja dzieje się w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają. Ludzie tam są wobec siebie bardzo życzliwi, nawet jeśli z początku wydają się gburowaci. Jest to wielowątkowa powieść, w której występują wątki miłosne. Najbardziej spodobał mi się ten o starszej pani, która na Facebooku odnalazła swoją miłość z przeszłości. Są też wątki przyjaźni przeróżnych osób, tych, którzy przyjaźnią się od lat oraz tych, którzy dopiero zaczynają się ze sobą przyjaźnić. W książce tej jest wiele dialogów, które zawierają mnóstwo mądrości życiowych. Niektóre z nich są zabawne, szczególnie te z udziałem trzech starszych pań bibliotekarek. Najbardziej podobały mi się monologi małej, ale jak na swój wiek bardzo mądrej Gabrysi, która przychodziła na pocztę wspólnie „pomilczeć” z pracującym tam panem, którego nazywano „Mrukiem”.

„Zima w Małej Przytulniej” Magdalena Witkiewicz
„Zima w Małej Przytulniej” jest piękną, przyjemną świąteczną powieścią, w której znajdziecie wątki miłosne oraz przyjaźni. Ze względu na przyjemny i czasem zabawny styl pisania autorki, książkę tę czyta się błyskawicznie! Oprócz tego, podczas tej lektury można się zrelaksować i poczuć klimat Świąt, które są już coraz bliżej. Bardzo polecam tę książkę każdemu i gwarancję Wam, że miło spędzicie z nią czas! Na koniec muszę dodać, „Zima w Małej Przytulniej” jest trzecią częścią serii „Mała Przytulna”, a nieznajomość poprzednich części nie stanowi problemu w zrozumieniu fabuły.

„W szponach” Izabela Janiszewska

Czy przy wyborze książek kierujecie się opiniami innych? Ja czasami tak i dlatego do sięgnięcia po thriller „W szponach” Izabeli Janiszewskiej zachęciło nie wiele pozytywnych opinii dotyczących tej książki. Czy po przeczytaniu jej, podzielam ten zachwyt? Czy jednak według mnie jest on wyolbrzymiony? Zapraszam na recenzję!



„W szponach” Izabela Janiszewska
Julia, po stracie męża, wraz ze swoim sześcioletnim synem Beniaminem przeprowadza się do domu na przedmieściach. W nowym miejscu Beniamin zyskuje tajemniczego przyjaciela, który z początku wydaje się być wytworem wyobraźni chłopca. Z czasem ich niewinne zabawy prowadzą do serii przerażających zdarzeń, które budzą wątpliwość na temat tego, czy tajemniczy przyjaciel Beniamina, jest na pewno jego wytworem wyobraźni, czy jednak zwyczajnym człowiekiem z krwi i kości. Kim tak naprawdę jest jego przyjaciel i czemu przyjaźni się z synem Julii? Co z tą całą sytuacją ma wspólnego skrzywdzona wiele lat temu nastoletnia Hela, której ojciec postanowił wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy ją okrutnie skrzywdzili?


„W szponach” Izabela Janiszewska
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Rozdziały są krótkie, więc szybko się ją czyta. Występują dwie płaszczyzny czasowe, tak więc akcja dzieje się przemiennie w przeszłości mającej miejsce w 1996 roku oraz w teraźniejszości, czyli w 2019 roku. Te dalsze czasy opisują losy Jakuba, czyli ojca skrzywdzonej Heli, a w tych teraźniejszych występuje Julia wraz ze swoim synem. Obie płaszczyzny czasowe czytałam z wielkim zainteresowaniem. Momentami towarzyszyło mi napięcie, i niepokój. Thriller ten był dla mnie mega wciągający, bo kiedy skończyłam czytać jeden rozdział, zaraz musiałam zacząć kolejny. W książce tej głównym motywem jest chęć zemsty i towarzyszący mu gniew. Bohaterowie, za wyrządzone krzywdy swoim najbliższym, starają się wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Z czasem jedna tragedia pociągała za sobą kolejne, tak więc, podczas czytania robiło się coraz ciekawiej. Czytając tę książkę, doszłam do wniosku, że nie warto się mścić, bo zemsta niesie za sobą różne nieprzyjemne konsekwencje, przez co można zaszkodzić samemu sobie.


„W szponach” Izabela Janiszewska
„W szponach” jest bardzo wciągającym thrillerem, który trzyma w napięciu i zaskakuje. Tak więc zgadzam się z wieloma pozytywnymi opiniami na jej temat tej książki, bo dawno nie czytałam tak dobrego thrillera. Jeśli lubicie w książkach motyw zemsty lub gniewu, jeśli lubicie, kiedy przeszłość przeplata się z teraźniejszością i ogólnie jeśli szukacie lektury, która Was pochłonie i dzięki niej zapomnicie o bożym świecie, to konieczne przeczytajcie ten thriller!




„Dzieci cienia” Kinga Dańko

Czy sięgacie po książki, w których opisany jest problem z alkoholem? Ja bardzo rzadko, ale jak już jakaś powieść tego typu wpadnie w moje ręce, to zawsze potrafi mnie ona bardzo zainteresować. Czy tak samo było w przypadku „Dzieci cienia” Kingi Dańko? Zapraszam na recenzję!


Monika, czyli matka Pawła i Jeremiasza od wielu lat zmaga się z uzależnieniem od alkoholu. Nie zdaje sobie z tego sprawy, że popełniane przez nią błędy, do których doprowadził alkohol, odbijają się na życiu jej oraz jej dzieci. Chłopcy widzą dokładnie, do czego prowadzi uzależnienie ich matki. Kiedy już są dorośli, ich przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, przez co nie mogą oni normalnie ułożyć sobie życia. Czy uda im się pogodzić z przeszłością i zacząć żyć normalnie?

W książce występują trzy płaszczyzny czasowe. Rozdziały są długie oraz są one napisane przemiennie z punktu widzenia trzech osób, tak więc ogólnie narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Rozdział zatytułowany "Ja" opisuje dialog dwóch kobiet. Z tej rozmowy dowiadujemy się tego jak wygląda życie uzależnionej od alkoholu osoby z punktu widzenia jej matki. Zawiera on wiele szokujących dla mnie opisów związanych z bezradnością bliskiej osoby, która stara się pomóc swojemu uzależnionemu dziecku. Z kolei rozdział zatytułowany "On" napisany jest z punktu widzenia dziecka uzależnionej od alkoholu Moniki. W tym rozdziale jest on już dorosłym mężczyzną, który pomimo swojej ciężkiej przeszłości stara się jakoś żyć. Dla mnie były do bardzo smutne rozdziały o mężczyźnie, którego życie nie ma sensu. Najciekawszy, najbardziej szokujący i jednocześnie wstrząsający był dla mnie rozdział napisany z punktu widzenia Moniki zatytułowany "Ona". W tym rozdziale została dokładnie i bardzo obrazowo przedstawiona postać, która jest uzasadniona on alkoholu. Czytając o jej losach, można dowiedzieć się, co tak naprawdę czuje osoba mająca opisany problem. Niby była ona dobrym człowiekiem, kochała swoje dzieci, jednak sama nie miała szczęśliwego życia, a jej problemy doprowadziły do uzależnienia od alkoholu. Tym sposobem, to on był dla niej najważniejszy, a z czasem stał się ważniejszy nawet od swoich dzieci. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie zdawała ona sobie z tego sprawy, że ma poważny problem, który prowadził do rozpadu jej rodziny. Ogólnie wszystkie rozdziały były bardzo interesujące, czytając długie przemyślenia bohaterów, można dokładnie poznać ich myśli, emocje oraz zrozumieć ich postępowanie w późniejszym życiu.

„Dzieci Cienia” jest smutną i wstrząsającą książką, która opisuje poważny problem, jakim jest uzależnienie od alkoholu samej uzależnionej osoby oraz to, jak ten problem odbija się na jej rodzinie. Nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, bo potrafiła mnie mocno wciągnąć, a długie rozdziały i występujące w niej długie opisy bardzo mnie interesowały. Po przeczytaniu tej powieści sam nasuwa się wniosek, że zawsze można zacząć normalnie i szczęśliwie żyć, jeśli pogodzimy się ze swoją przeszłością, której i tak nie zmienimy i wybaczymy wszystkim, którzy ją tworzyli. Tak więc nie będę Was namawiać, ani zniechęcać do przeczytania tej książki, bo porusza ona trudny temat, który może bardzo was zszokować, ale też zainteresować.

„Powiew nadziei” Joanna Jax

Znacie cykl „Na obcej ziemi” Joanny Jax? Ja właśnie mam już za sobą wszystkie jego tomy. Kiedy prawie rok temu zobaczyłam pierwszą część, po...