"Komórki się pani pomyliły" Jacek Galiński

Piękna pogoda oraz upalne dni skłoniły mnie do czytania lekkich komedii kryminalnych, które są najlepszym sposobem na zrelaksowanie się czasu podczas opalania. Właśnie wpadła mi w ręce kolejna część serii o pani Zofii Wilkońskiej, czyli "Komórki się pani pomyliły" Jacka Galińskiego. Aby lepiej poznać losy wrednej starszej pani, zapraszam też do przeczytania mojej recenzji pierwszej części tej serii.




Mogłoby się wydawać, że w życiu pani Zofii Wilkońskiej w końcu szczęście sprzyja. Zadowolona swoim pobytem w szpitalu, w którym żyje jak w hotelu, niestety szybko zostaje wypisana stamtąd. Kobieta obiera sobie cel: na własną rękę postanawia odnaleźć swojego zaginionego przed laty męża, ponieważ jej syn, który obiecał go odnaleźć, nie odbiera od niej telefonów. Pani Zofia postanawia złożyć synowi niespodziewaną wizytę. Nie może wejść do domu, więc wpada na pomysł, aby się włamać... Niestety zastaje na miejscu trupa i w ten sposób staję się główną podejrzaną.

Tak jak w pierwszej części, narratorem jest wredna starsza, czyli pani Zofia. Nie brakuje w książce zabawnych dialogów, z udziałem ciętego języka i czarnego humoru głównej bohaterki, która jako narrator w śmieszny sposób opowiada o wydarzeniach w książce. Nie raz się uśmiałam podczas czytania. W komiczny sposób została przedstawiona "przyjaźń" pani Zofii z przestępcami, którym nadaje charakterystyczne przezwiska, o których oni oczywiście nie wiedzą. Książka napisana jest przyjemnym językiem, czyta się szybko, zawsze coś się dzieje, więc nie można się nudzić podczas czytania. Ta komedia kryminalna spodoba się każdemu, kto lubi czarny humor i potrzebuje zrelaksować się przy lekkiej lekturze.

"Komórki się pomyliły", tak jak pierwsza część, bardzo mi się spodobała. Jest to komedia, która potrafi rozśmieszyć. Czyta ją się tak szybko, że można przeczytać ją w jeden dzień. Książkę jak najbardziej polecam wszystkim fanom komedii kryminalnych, którzy lubią czarny humor. Na tym już kończę moją recenzję i szybko biorę się za czytanie trzeciej i ostatniej części serii o pani Zofii Wilkońskiej. 









"Pacjentka" Alex Michaelides

"Pacjentka", czyli thriller psychologiczny, który kupiłam już jakiś czas temu, w końcu doczekał się swojej recenzji. Byłam bardzo ciekawa tej książki, której fabuła bardzo mnie zachęciła do czytania i byłam pewna, że będzie to thriller, którego długo nie zapomnę. Jednak, czy naprawdę tak było? Zapraszam do recenzji.




Tytułowa pacjentka to powód wszelkich sensacji wśród dziennikarzy, ponieważ po zabiciu swojego męża pogrąża się w milczeniu. Alice nie ma nic do powiedzenia, jednak jako artystka do namalowania ma bardzo wiele... Pozostawia swój autoportret, który jest jej tajemniczym wyznaniem. Czy ta piękna malarka naprawdę była zdolna do zabicia swojego męża? Jak sprawić, żeby w końcu przemówiła? Na te pytania uparcie szuka odpowiedzi jej psychoterapeuta Theo Faber. Czy uda mu się rozwiązać tę trudną zagadkę?

W książce występuje dwóch narratorów, prowadzących narrację pierwszoosobową. Pierwszym z nich jest tajemniczy psychoterapeuta Theo Faber, a drugim Alice, która pisze pamiętnik.  Już na pierwszych stronach opisana jest zbrodnia, woków której toczy się cała akcja. W  książce opisane jest życie zawodowe tego psychoterapeuty i jego przeróżne techniki stosowane do tego, aby trafić do milczącej i obojętnej Alice. Opisane jest także jego  życie prywatne, które również odgrywa wielką rolę w życiu Theo. W książce występuje dużo zwrotów akcji, wyszły na jaw rzeczy, których nawet się nie domyślałam, tak więc książka była dla mnie bardzo zaskakująca. Zakończenie jest otwarte i tylko można domyślić się końca. Książka podzielona jest na części, których jest pięć. Na początku opornie szło mi czytanie i niestety tak było przez 3/4 książki. Może to przez ciężki dla mnie styl pisania autora? Może akurat nie miałam weny na czytanie? Albo po prostu akcja toczyła się zbyt wolno... W każdym bądź razie ostatnie 1/3 książki bardzo mnie zaciekawiło i trudno było mi się oderwać od czytania. 

"Pacjentkę" mimo tego, że czytało mi się na początku bardzo ciężko, polecam każdemu, kto lubi thrillery psychologiczne. Warto przebrnąć przez wolno rozgrywającą się akcję, aby na końcu  miała okazje zaskoczyć nas ta książka, która na długo pozostanie w pamięci. Myślę, że czytanie tego thrillera na pewno nie będzie straconym czasem.




"Tylko dobre wiadomości" Agnieszka Krawczyk

"Tylko wiadomości" Agnieszki Krawczyk to powieść obyczajowa, którą dostałam od siostry w prezencie urodzinowym. Znam już kilka książek tej autorki (dwie inne dostałam na prezent imieninowy) więc wiem, czego mogę się spodziewać po jej książkach, przy których zawsze miło spędzałam czas podczas czytania. Czy również tak samo było z tą książką? Aby się tego dowiedzieć, zapraszam do recenzji.





Akcja książki toczy się w Krakowie, gdzie dwie przyjaciółki, czyli rzucająca z dnia na dzień pracę w telewizji Izabela oraz rozwódka Kamila, która odziedziczyła po swojej teściowej popularne pismo dla pań, rozpoczynają nowe życie. Obie panie podejmują się dużego wyzwania, jakim jest przywrócenie dawnej świętości magazynowi, które odziedziczyła Kamila. Obie przyjaciółki czeka bardzo dużo pracy, a także trudnych decyzji związanymi z prowadzeniem pisma. Wychodzą na jaw bardzo istotne tajemnice. Jakie niespodzianki podczas prowadzenia pisma napotkają przyjaciółki?

W książce występuje narracja trzecioosobowa. Nie brakuje opisów pięknych miejsc w Krakowie, gdzie głównie rozgrywa się akcja. Występują również opisy pięknych miejsc w Wenecji, gdzie rozgrywa się jeden z istotnych wątków. Jest dużo pięknych i malowniczych opisów przyrody oraz ogrodów. Jest to książka kierowana do kobiet, ponieważ występują w niej dwie główne bohaterki, czyli przebojowa i zadziorna Izabela oraz spokojna i ułożona Kamila, więc jest z kim się utożsamiać. W tej książce, tak jak w innych książkach tej autorki nie brakuje romansów i pełnych humoru dialogów, są również wątki przyjaźni oraz miłości. Jeśli chodzi o miłość, to występuje w tej książce dużo miłości do zwierząt, co zaważyło na tym, że podobała mi się ta książka najbardziej z książek tej autorki, które miałam okazje przeczytać. Jest to książka przyjemna, która daje nadzieję, o czym mówi również cytat z tyłu książki: 
"Bo wszystko jest możliwe, tylko trzeba chcieć i odważnie patrzeć w przyszłość."
"Tylko dobre wiadomości" polecam każdemu, kto chce miło spędzić czas podczas czytania i zrelaksować się przy tym. Książkę czyta się szybko, bo napisana jest bardzo przyjemnym językiem, nawet nie wiem, kiedy przeczytałam pierwsze sto stron. Jest to idealna książka podczas opalania, a także na zabicie czasu w czasie deszczowych dni. 




"Targowisko Czarownic" Mingmei Yip

Stwierdziłam, że czas najwyższy odpocząć od ciągłego czytania kryminałów i tym razem zdecydowałam się na przeczytanie tajemniczej powieści jaką jest "Targowisko Czarownic" Mingmei Yip. Nie znałam wcześniej żadnej książki tej autorki, dlatego nie wiedziałam czego się spodziewać. Zainteresował mnie opisany z tyłu okładki tajemniczy klimat związany z magią i życiem czarownic.



Czy w dzisiejszych czasach wciąż można spotkać czarownice, które rzucają uroki oraz utrzymują się praktyk szamańskich? Eileen Chen, czyli specjalizująca się w wierzeniach ludowych wykładowczyni na uczelni w San Francisco szczerze w to wątpi. Postanawia jednak wyjechać na Wyspy Kanaryjskie w celu napisania książki naukowej o prawdziwych czarownicach, które podobno nadal tam żyją. Kobieta spotyka tam wiele ciekawych osób, z którymi się zaprzyjaźnia. Zaczyna coraz bardziej poznawać życie czarownic i towarzyszące mu egzotyczne klimaty. Bierze również udział w lokalnym Targowisku Czarownic, gdzie  różne kobiety handlują amuletami, talizmanami i urokami. Co przyniesie Eileen podróż na Wyspy Kanaryjskie? Czy jej projekt badawczy o życiu czarownic zakończy się pomyślnie i wróci do San Francisco jako zwykła wykładowczyni?

Książka składa się z krótkich rozdziałów, które są podzielone na cztery części. Narracja jest pierwszoosobowa, wszystkie zdarzenia opisane są z punktu widzenia głównej bohaterki, czyli Eileen Chen. Podczas czytania czasami czułam się tak jakbym czytała bajkę (gdyby nie wątki erotyczne), ponieważ jednym z drugoplanowych bohaterów jest bardzo bogaty mężczyzna mieszkający w zamku, chcący poślubić Eileen, która przypadkowo się w nim znalazła. W książce występuje dużo nieprawdopodobnych zdarzeń podchodzących pod fantastykę, za którą ogólnie nie przepadam. Jest również dużo magii oraz snów, w których zawarte są różne życiowe wskazówki i rozmowy ze zmarłymi. Występują też wątki miłosne, którym towarzyszy zachłanność i pragnienie zemsty. Tak jak wspomniałam na wstępie, zabierając się za czytanie tej książki chciałam odpocząć od kryminałów i thrillerów, jednak nie do końca mi się to udało, bo występowały też wątki zabójstwa i towarzyszące im niejasne i  niewyjaśnione okoliczności (nie były to jednak wątki główne).  Jak widać w książce dużo się dzieje. Polecam ją każdemu kogo interesują tematy magii i uroków. Można się przy tej książce zrelaksować, ponieważ napisana jest przyjemnym językiem, więc czytanie jej jest też dobrym sposobem na zabicie czasu. 

Na początku bałam się, że "Targowisko Czarownic" będzie książką, której towarzyszy zbyt wiele nieprawdopodobnej magii i fantastyki, które będą mnie męczyć. Na szczęście myliłam się, książka bardzo mi się spodobała oraz wciągnęły mnie egzotyczne klimaty, a także tajemnicze i wielowątkowe losy bohaterów książki. 
 

„Zwyczajna przysługa” Darcey Bell

Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać  książkę „Zwyczajna przysługa” Darcey Bell, która została ekranizacją filmową.  Filmu nie oglądałam, więc postanowiłam skupić się tylko na książce, która wpadła  w moje ręce przez przypadek. Jej niska cena oraz intrygujący napis na okładce: „Potrafisz dotrzymać tajemnicy?” zachęcił mnie do kupienia oraz przeczytania tego thrillera.


Jedną z bohaterek książki jest samotna matka Stephanie, która prowadzi blog o gotowaniu. Pewnego dnia zaprzyjaźnia się z Emily,  czyli zabieganą kobietą sukcesu i żoną przystojnego Seana. Z racji tego, że ich dzieci chodzą do tej samej szkoły, kobiety zaprzyjaźniają się ze sobą. Jednak czy jest to przyjaźń bezinteresowna? Pewnego razu Stephanie, na prośbę przyjaciółki odbiera jej syna ze szkoły. Jednak kobieta nie odbiera dziecka o umówionej porze tylko znika bez śladu, więc Stephanie postanawia zająć się jej dzieckiem i jednocześnie pomóc Seanowi w poszukiwaniach żony. Można się domyśleć, że w trakcie poszukiwań  zbliżają się do siebie przekonani, że Emily już nie wróci…  W trakcie tego całego dramatu dowiadujemy się o tajemnicach jakie skrywa Stephanie na temat śmierci jej brata i męża. Wychodzą również na jaw sekrety skrywane przez Emily, a także powód dla którego zniknęła.

Naprzemienna narracja sprawiła, że można było poznać punkt widzenia każdego z bohaterów. Wpisy na blogu Stephanie sprawiły, że można było poznać oficjalną stronę jej osobowości, a w rozdziałach, w których była narratorem poznajemy jej prawdziwe oblicze, a także dowiadujemy się o mrocznych sekretach z jej przeszłości. Stephanie, pomimo tego, że ma dobre serce i jest troskliwą matką, jest też naiwna i łatwo nią manipulować. Mimo irytującej wręcz naiwności bohaterów i przesadnym intrygom Emily książkę czyta się szybko i przyjemnie. Moim zdaniem jest ona kierowana do kobiet ze względu na liczne opisy macierzyństwa i „przyjaźni” dwóch kobiet. Występuje wiele zwrotów akcji więc nie można się nudzić przy czytaniu.

Według mnie „Zwyczajna przysługa” jest ciekawym thrillerem i jednocześnie sensacyjną powieścią, od której trudno jest się oderwać. Polecam tę książkę każdemu, ponieważ czytając ją można miło spędzić czas i przy okazji zastanowić się nad swoimi relacjami z przyjaciółkami. Czy na pewno wszystko o nich wiemy?




"Chemia śmierci" Simon Beckett

Kto czytał moje poprzednie posty pewnie pamięta, że rozpoczęłam czytać serię o doktorze Davidzie Hunterze od piątego temu. Bardzo zaciekawiły mnie kryminalne zagadki, w których bierze udział doktor Hunter. Postanowiłam więc cofnąć się do pierwszego tomu tej serii jakim jest: "Chemia śmierci".


Akcja książki rozgrywa się w małym miasteczku jakim jest Manham, gdzie David Hunter pełni funkcję lekarza w tamtejszej przychodni. Ze względu na swoją ciężką przeszłość mężczyzna zaszył się w tej małej miejscowości i ukrywa fakt, że jest wybitnym antropologiem sądowym. Nagle zaczynają ginąć młode kobiety, którym ktoś podrzuca martwe zwierzęta. Ich zwłoki zostają znalezione w makabrycznym stanie. Wszystko wskazuje na to, że zabójcą jest ktoś z mieszkańców Manham. Czy nasz zwykły lekarz dalej będzie ukrywał fakt, że jest antropologiem sądowym? Kto i dlaczego zabija młode kobiety?

W książce przeważa narracja pierwszoosobowa, narratorem jest doktor Hunter. Na początku trochę męczyła mnie ta książka, ponieważ wolno się rozkręcała i posiadała dużo szczegółowych opisów. Jednak później na szczęście książka się rozkręciła. Panuje w niej mroczny klimat, nie tylko martwe ciała zaginionych kobiet mnie przerażały, ale i podrzucana martwe zwierzęta. Zakończenie książki bardzo mnie zaskoczyło. Polecam "Chemię śmierci" każdemu kto lubi się bać oraz kto lubi drastyczne kryminały, w których nie wiadomo kto jest zabójcą i trudno się tego domyśleć. Tą książkę oraz inne książki z tej serii polecam osobom, które są ciekawe zawodu antropologa sądowego, ponieważ w każdych przeczytanych przeze mnie książkach tej serii jest o tym wiele istotnych informacji oraz szczegółowych opisów. 

"Chemia śmierci" nie potrafiła mnie tak bardzo zaciekawić jak piąty tom tej serii, czyli "Niespokojni zmarli". Mimo wszystko momentami miałam dreszcz podczas czytania, ponieważ przerażał mnie panujący tam mroczny klimat. Na tej książce na pewno nie skończy się moja przygoda z tą serią, ponieważ nadal ciekawią mnie losy doktora Huntera oraz związane z nimi kryminalne zagadki.




"Zimne ognie" Simon Beckett



Tym razem zdecydowałam się na przeczytanie thrillera psychologicznego "Zimne ognie" Simona Becketta. Nie jest to pierwsza przeczytana przeze mnie książka tego autora. Przeczytanie książki "Niespokojni zmarli", która mi się spodobała, dodatkowo skłoniło mnie do tego żeby znowu sięgnąć po książkę tego autora. Zapraszam do dalszej recenzji aby dowiedzieć się czy "Zimne ognie" spodobały mi się równie mocno. 


Czego może brakować w życiu pięknej, odnoszącej sukcesy zawodowe singielce, czyli Kate Powell? Kobieta po nieudanym związku nie zamierza pakować w kolejny, jedynie do pełni szczęścia pragnie mieć dziecko. Decyduje się na samotne macierzyństwo więc postanawia znaleźć dawcę swojego dziecka. Chce jednak wiedzieć kto będzie ojcem jej dziecka, dlatego poznaje Alexa Turnera, która odpowiada na jej zgłoszenie. Wszystko zaczyna się pięknie, ponieważ mężczyzna okazuje się przystojnym, inteligentnym i trochę wstydliwym kandydatem. Kate zgadza się na to aby Alex był dawcą, nie wiedząc jakie niebezpieczne konsekwencje pociągnie za sobą ta decyzja...

Książka bardzo mi się spodobała i bardzo różniła się od książki "Niebezpieczni zmarli", tym że główną bohaterką była kobieta oraz występowała w niej narracja trzecioosobowa. W książce przedstawiony został problem piromanii, co z kolei doprowadziło do częstych pożarów. Książka ostrzega przed nieznajomymi, którzy mogą okazać się niebezpieczni, ponieważ często pozory mylą. "Zimne ognie" bardzo wolno się rozkręcały ale mimo to czytało się tą książkę szybko i przyjemnie. Kiedy już się rozkręciła, czyli tak od połowy, pochłonęłam ją bardzo szybko (dobrze, że nie było upału, bo znowu bym się spiekła podczas czytania na słońcu). Zakończenie książki bardzo trzymało w napięciu, dlatego ciężko się było od niej oderwać. 

"Zimne ognie" polecam każdemu kto lubi thrillery psychologiczne trzymające w napięciu. Żaden fan takiego gatunku książek na pewno nie zawiedzie się na tej książce, dlatego zamierzam jeszcze sięgnąć po kolejne thrillery psychologiczne tego autora.




"Komórki się pani pomyliły" Jacek Galiński

Piękna pogoda oraz upalne dni skłoniły mnie do czytania lekkich komedii kryminalnych, które są najlepszym sposobem na zrelaksowanie się czas...