„Tajemnica lazurowego zamku” Anna K. Bandurska

Czy historia miłosna Polki i Francuza mająca miejsce na początku XIX wieku, brzmi dla Was interesująco? Dla mnie bardzo! Dlatego postanowiłam przeczytać drugi tom cyklu „Nad Sekwaną” Anny K. Bandurskiej, czyli „Tajemnice lazurowego zamku”. Na szczęście nie trzeba znać pierwszego tomu tej serii, aby zrozumieć fabułę drugiego, bo opisuje on odrębną historię. Żałuję trochę, że nie poznałam pierwszej części, ale zanim napiszę dlaczego, to zapraszam na recenzję!



 „Tajemnica lazurowego zamku” Anna K. Bandurska
W bitwie pod Waterloo Hrabia Beaumont zostaje ciężko ranny. Ratuje go młody lekarz Ludwik Lefebvre i ramach wdzięczności Hrabia zatrudnia go w swoim zamku, który jest położony na malowniczej wysepce Doliny Loary. Po kilku latach trafia tam Zofia Bahryńska, czyli młoda arystokratka, która chce opóźnić datę swojego ślubu z mężczyzną wybranym przez jej ojca. Tak naprawdę kocha ona innego mężczyznę i ostatecznie postanawia uciec do Francji, aby nie doszło do tego ślubu. Kiedy trafia do Lazurowego Zamku, udaje pokojówkę. Jakie tajemnice skrywa ten zamek? Jak potoczy się jej życie, kiedy prawda o jej tożsamości wyjdzie na jaw?

 „Tajemnica lazurowego zamku” Anna K. Bandurska
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Dzieli się ona na dwie części, pierwsza opisuje historię lekarza Ludwika Lefebvre, który zamieszkał w zamku, a druga opisuje losy Zofii Bahryńskiej, która po kilku latach przez przepadek trafiła do tego samego miejsca. Obie historie były dla mnie bardzo ciekawe. Opisywały interesujące wątki miłosne, w których oprócz romantycznych chwil panowało zakazane uczucie. Z początku części te opisywały odrębne historie, które z czasem idealnie się ze sobą połączyły. W tym wszystkim można było odczuć ciekawe historyczne tło, ponieważ akcja głównie działa się w zamku pełnym służby, w którym często odbywały się bale charakterystyczne dla XIX wieku. Ogólnie historia opisana w tej książce była dla mnie bardzo ciekawa i zaskakująca. Przeczytałam ją błyskawicznie i z pewnością pozostanie ona ze mną na długo. Końcówka książki bardzo mi się spodobała była ona trochę zabawna, trochę trzymała w napięciu, jednak ostatecznie wszystko potoczyło się według mnie idealnie. Bardzo spodobała mi się ta historia, dlatego żałuję, że nie poznałam poprzedniej części. Autorka naprawdę świetnie potrafi opisać romans historyczny mający miejsce na początku XIX wieku. Jest w nim trochę romantyczności i trochę zabawnych, trochę zawiłych i nawet niebezpiecznych sytuacji. W połączeniu tego wszystkiego powstała świetna i nieprzekombinowana historia, którą przeczytałam z wielką przyjemnością i z chęcią poznałabym inną tego typu historię.

 „Tajemnica lazurowego zamku” Anna K. Bandurska
„Tajemnica lazurowego zamku” jest jednym z lepszych romansów historycznych przeczytanych przeze mnie w ostatnim czasie. Historia opisana w tej książce jest bardzo ciekawa, wciągająca, a także zaskakująca. Można się przy niej zrelaksować i interesująco spędzić czas zapominając o ciężkich chwilach. W moim przypadku był to kończący się urlop i dzięki tej powieści nie myślałam o tym, że od jutra zaczyna się szara rzeczywistość. Tak więc bardzo polecam Wam tę książkę, opisana w niej historia z pewnością Was pochłonie!

„Matka Ryżu” Rani Manicka

Który rok wydania ma książka, którą aktualnie czytacie? Ja ostatnio głównie czytam nowości, premiery, a nawet prapremiery, ale teraz postanowiłam przeczytać książkę z 2003 roku i w dodatku zabrałam ją ze sobą na wakacje! Jest nią opowieść należąca do gatunku literatury pięknej, czyli „Matka Ryżu”, której autorką jest malezyjska autorka Rani Manicka. Przyjrzyjmy się jej bliżej!



„Matka Ryżu” Rani Manicka
Urodzona w Cejlonie Lakszmi mając czternaście, lat opuszcza rodziny kraj i wyjeżdża do Malezji. Za namową swatki wychodzi za mąż za rzekomo majętnego, brzydkiego i trzykrotnie starszego on niej wdowca. Z czasem okazuje się, że jej mąż jest tak naprawdę ubogim i pozbawionym ambicji urzędnikiem, który mieszka w drewnianym domku na palach. Mimo ciężkiej sytuacji Lakszmi postanawia wziąć los w swoje ręce. Mając dziewiętnaście lat, ma już szóstkę dzieci i to właśnie ona spaja swoją rodzinę, która z czasem się rozrasta. Jest ona uosobieniem Matki Ryżu, czyli jednej z najstarszych bogiń czczonych w południowo-wschodniej Azji, jest ona również ostoją, która zapewnia swojej rodzinie dostatek i szczęście.

„Matka Ryżu” Rani Manicka
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie i dzieli się ona na rozdziały napisane z perspektywy Lakszmi, jej dzieci, wnuków i innych bohaterów. Jest to powieść wielopokoleniowa, której akcja rozpoczyna się w latach trzydziestych dwudziestego wieku, a kończy w latach współczesnych. Główną i tytułową bohaterką jest Lakszmi, która jest bardzo ciekawą postacią. Ma swoje wady, czasami ciężki i surowy charakter, jednak nie da się jej nie lubić. Usprawiedliwiało ją to, że nie miała łatwego życia. Jako bardzo młoda dziewczyna wykazała się wielką odwagą i mając niezaradnego męża żyjącego w jej cieniu, to ona dbała o swoją rodzinę. W trakcie czytania poznajemy też losy jej szóstki dzieci i dalszych pokoleń, które były dla mnie bardzo interesujące. Momentami ta książka była brutalna, szczególnie wtedy, kiedy miała miejsce wojna z Japonią. Podczas czytania było dużo wrażeń związanych z codziennymi wyzwaniami bohaterów. Było też dużo emocji, którym towarzyszyły tragedie lub inne wydarzenia. Nie zabrakło wątków miłosnych, ale głównie były to zawiłe relacje. Oprócz tego autorka ciekawie przedstawiła dawne życie południowo-wschodniej Azji, szczególnie tradycje i wierzenia mieszkających tam ludzi, a także ich codzienne życie, zwyczaje, a nawet ich stroje. Bardzo interesujące były dla mnie opisy związane z wydawaniem dzieci za mąż i przygotowaniem do ślubów. Tak więc była to dla mnie ciekawa i bardzo egzotyczna książka. Ogólnie wolno się ją czyta, ale mimo to potrafi wciągnąć i sprawić, że można zżyć się z jej bohaterami.

„Matka Ryżu” Rani Manicka
„Matka Ryżu” jest ciekawą wielopokoleniową opowieścią, która potrafi zainteresować losami swoich bohaterów. Może Wam się spodobać ta książka, jeśli lubicie czytać sagi rodzinne, w których widoczna jest siła kobiet, które zamiast rozpaczać nad sytuacją, w której się znalazły, biorą los w swoje ręce i nie poddawają się mimo wszystko. Ja bardzo ciekawie spędziłam czas z tą książką i szczerze Wam ją polecam.

„Matka Ryżu” Rani Manicka


„Kot pierwszego kontaktu” Shō Ishida

Znacie azjatycką serię „Zaleca się kota” Shō Ishida? Kto już dłuższy czas obserwuje mój blog, ten zapewne wie, że przeczytanie kolejnej części tej serii było dla mnie tylko kwestią czasu. Właśnie ten czas nadszedł i tym sposobem mam dzisiaj dla Was recenzję trzeciej części, czyli „Kot pierwszego kontaktu”. Jeśli jesteście jej ciekawi, to zapraszam na recenzję!



„Kot pierwszego kontaktu” Shō Ishida
W Kioto istnieje pewna poradnia Kokoro, w której specjaliści przepisują pacjentom koty jako lek na wszystkie problemy. To całe leczenie odbywa się pod nadzorem doktora Nike i jego asystentki Chitose. Czy za sprawą pięknego syjamskiego kota Fūko, który lubi drapać i niezbędne są przy nim plastry opatrunkowe, pacjentka będzie się mniej stresować wystąpieniem publicznym? Czy słodka śnieżnobiała kotka Mandarynka rasy ragdoll zdoła pomóc kolejnej pacjentce z innym problemem? Czy zachowując się, jak kot można odreagować stres i gniew? Jaką ponurą przeszłość skrywa tajemniczy lokal, w którym mieści się poradnia Kokoro?

„Kot pierwszego kontaktu” Shō Ishida
Książka ta dzieli się na cztery długie, ale i też bardzo interesujące rozdziały. Występują w nich takie rasy kotów jak syjamski, ragdoll i khao manee. Dwie ostatnie rasy nie były mi wcześniej znane, więc musiałam je wygooglować i mogę powiedzieć, że są one piękne i słodkie! Rasa khao manee jest bardzo podobna do wyglądu mojego Maciusia, różni się tylko tym, że moj kot ma oczy w jednym kolorze i nie jest cały biały. Bardzo podobało mi się w tej książce, tak jak i w poprzednich częściach to, że wszystkie koty, tak bardzo różniące się od siebie swoją osobowością, zawsze potrafią pomóc, przynieść ulgę i ukojenie. Dodają również odwagi i potrafią pomóc dostrzec to, co wcześniej było niewidoczne, dzięki czemu problem widoczny jest z innej lepszej perspektywy. Wśród tych czterech rozdziałów był jeden inny od wszystkich, w którym doktor Nike, nie przepisał pacjentowi kota, jednak uczył go, jak nim być. Spodobało mi się to, że takie kocie metody potrafią pomóc odreagować stres i gniew, dzięki czemu życie od razu staje się prostsze i szczęśliwsze. Myślę, że te metody mogłyby się sprawdzić w prawdziwym życiu. Ostatni rozdział również był dla mnie bardzo ciekawy, bo to w nim poznajemy więcej szczegółów na temat przeszłości lokalu, w którym mieści się poradnia. Przeszłość ta nie należała do szczęśliwych i poznajemy ją za sprawą nieufnej i zranionej pacjentki. Jak widać, książka ta była mega ciekawa i bardzo kocia, w sam raz dla takich miłośników kotów jak ja. Mam nadzieję, że ukarze się kolejna część tej serii, bo uwielbiam czytać o ludzkich problemach, które wydają się nie do rozwiązania, jednak za sprawą kotów znikają na dobre.

„Kot pierwszego kontaktu” Shō Ishida
„Kot pierwszego kontaktu” jest piękną książką pełną kocich mądrości, którą polecam wszystkim tym, którzy kochają koty. Z pewnością będziecie nią zachwyceni! Myślę, że książka ta spodoba się również tym, którzy mają neutralny stosunek do kotów lub po prostu lubią azjatycką literaturę. Tak więc każdemu polecam tę piękną książkę, jak i całą serię.

„Kot pierwszego kontaktu” Shō Ishida

„Kot pierwszego kontaktu” Shō Ishida

„Dziewczyna z herbaciarni” Agata Sawicka

Z jaką książką spędzacie niedzielę? Jak przystało na ten piękny dzień tygodnia, postawiłam na bardzo przyjemny gatunek, czyli powieść obyczajową z piękną okładką i tym sposobem zdecydowałam się przeczytać „Dziewczynę z herbaciarni” Agaty Sawickiej. Zobaczmy, czy w środku ta książka jest taka piękna, na jaką wygląda!



 „Dziewczyna z herbaciarni” Agata Sawicka
Anastazja wychowała się w klasztornym sierocińcu, a jej jedyną pamiątką po matce jest medalion z tajemniczym herbem. Dziewczyna marzy o miłości i prawdziwej rodzinie, niestety tkwi w niebezpiecznym związku. Pewnego dnia postanawia zmienić swoje życie. Porzuca toksycznego partnera, zmienia miejsce zamieszkania i zaczyna pracę w pałacowej herbaciarni. Pochłania ją tam rytuał parzenia herbaty, a także ludzkie historie ludzi, którzy ją odwiedzają. Zanim podjęła pracę w tym pałacu, zauważyła, że dziwnym sposobem ten sam herb właścicieli tego pałacu, znajduje się jej medalionie... Jaki ma on związek z jej jedyną pamiątką po matce? Jak zmieni się życie Anastazji po poznaniu właściciela tego pałacu?

 „Dziewczyna z herbaciarni” Agata Sawicka
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, czyta się ją szybko, można ją nawet pochłonąć na raz. Akcja dzieje się w czasach współczesnych, jednak za sprawą pałacu i panującego tam klimatu, czułam się tak, jakbym czytała powieść historyczną. Opisana w niej historia głównej bohaterki, według mnie zdarza się w typowych bajkach, czy w telenowelach, czyli biedna dziewczyna wychowana w sierocińcu poznaje bogatego mężczyznę i tym samym, pomimo różnic społecznych, zmienia się jej życie na lepsze. Tak więc wątek miłosny był, co prawda dla mnie bajkowy i przewidywalny, ale i też był piękny i czytałam go z wielką przyjemnością. Mimo tego wątku, w książce tej nie zabrakło też smutnych momentów, czarnych charakterów i związanych z nimi dram, a także niebezpiecznych sytuacji. Ogólnie opisana w niej historia nie była taka sielankowa, na jaką wyglądała z początku. Najbardziej jednak zaciekawiła mnie historia medalionu Anastazji. Zaczęła się ona jeszcze w czasach wojennych i została wyjaśniona po wielu latach. Historia ta była pełna wzruszeń, tak samo, jak historia rodzinna Anastazji, która została wyjaśniona po latach. Książka ta zakończyła się według mnie szczęśliwie, co bardzo mi się spodobało. Była ona również pełna emocji i wzruszeń.

 „Dziewczyna z herbaciarni” Agata Sawicka
„Dziewczyna z herbaciarni” jest piękną poruszającą powieścią obyczajową, w której nie brak tajemnic z przeszłości, dających o sobie znać w teraźniejszości. Ta książka jest również o poszukiwaniu siebie oraz towarzyszy jej piękny miłosny wątek. Tak więc, jeśli lubicie takie klimaty, to z pewnością spodoba Wam się ta powieść. Historia opisana w niej pozostanie ze mną na długo, tak więc bardzo ją Wam polecam!

„Introwertyczna” Małgorzata Korbiel

Należycie do ekstrawertyków, czy introwertyków? Ja należę do tych drugich, dlatego postanowiłam przeczytać książkę „Introwertyczna” Małgorzaty Korbiel. Po zobaczeniu tego tytułu uznałam, że to będzie książka idealna dla mnie. Zobaczmy, czy miałam rację!



„Introwertyczna” Małgorzata Korbiel
Stella jest piętnastoletnią introwertyczką, która spędza wakacje z rodzicami w nadmorskim ośrodku. Z początku nie jest z tego zbytnio zadowolona. Domek obok wynajmuje mężczyzna z dwójką synów w podobnym wieku do Stelli. Obok znajduje się też luksusowy hotel, w którym wakacje spędzają nastolatkowie wyglądający na tych popularnych. Wakacje Stelli, które zapowiadały się nudno i spokojne, okazują się pełnymi wrażeń. Z jednej strony dziewczyna chce się dopasować do popularnego towarzystwa, a z drugiej strony walczy z tym, aby nie przejmować się opinią innych i pozostać sobą. Co postanowił Stella? Za sprawą czyjego wpływu będzie możliwa jej wewnętrzna przemiana?

„Introwertyczna” Małgorzata Korbiel
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, dzięki czemu można lepiej zrozumieć i poznać główną bohaterkę. Rozdziały tej powieści, mimo że są długie, są też bardzo interesujące. Mają bardzo fajne i oryginalne tytuły, bo ich motywująca część została przekreślona i zastąpiona pesymistyczną np. „Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej gorzej”. Styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu, szczególnie teksty, pełne sarkazmu głównej bohaterki, które czasami potrafiły mnie rozśmieszyć. Książka ta z początku przedstawia ciężkie życie Stelli, która nie potrafi siebie polubić ani zaakceptować i przez to, że jest, jaka jest, z każdym dniem walczy o przetrwanie w świecie, w którym według niej trzeba się dopasować do towarzystwa. Myślę, że główną bohaterkę z pewnością zrozumieją introwertycy lub osoby z niskim poczuciem własnej wartości, a ekstrawertycy, dzięki tej książce przestaną introwertykom zadawać pytania typu: „Dlaczego nic nie mówisz? ” lub „Czemu jesteś taka/i cicha/y?”. Wiele mądrych dialogów może uświadomić introwertykom to, że aby być szczęśliwym, nie trzeba się wcale dopasowywać do reszty ludzi i udawać, że jest się kimś, kim się nie jest, po to, aby zyskać sympatię innych. Wystarczy zmienić punkt widzenia, a także zaakceptować i polubić siebie i po prostu być sobą. Reszta sama się ułoży i dzięki temu zyskamy prawdziwych przyjaciół, którzy zaakceptują nas takich, jacy jesteśmy. Tak więc, dzięki mądrym radom zwartym w tej książce, można popracować nad własną samooceną. Myślę, że ta książka będzie idealna dla nastolatków, jak i dla starszych czytelników. Mimo że należę do tej drugiej grupy osób, żałuję, że tego typu książka nie trafiła do mnie wcześniej.

„Introwertyczna” Małgorzata Korbiel
Co do fabuły tej książki, to była ona dla mnie bardzo ciekawa. Dzięki niej można poczuć się jak na wakacjach. Podczas czytania towarzyszy nadmorski klimat i bardzo mi się to podobało, bo akcja toczy się nad Morzem Bałtyckim, nad którym uwielbiam spędzać wakacje. Na tym pięknym wakacyjnym tle ciekawie został przedstawiony motyw związany z przyjaźnią, która była przełomowa dla głównej bohaterki. Oprócz mądrych dialogów, które według mnie można też uznać za bardzo przydatne porady psychologiczne, zostało zawartych dużo ciekawych wypowiedzi dotyczących astronomii, które przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Szkoda tylko, że ta książka zakończyła się trochę smutno, no ale nie zaważyło to na jej ogólnej ocenienie. Jeszcze wspomnę na koniec, że główna bohaterka doświadczyła pewnego krzywdzącego incydentu, który na szczęście zakończył się dobrze, ale mógłby przydarzyć się każdemu i różnie mogliby się to skończyć. Dlatego bardzo spodobało mi się też to, że autorka na samym końcu książki zawarła przydatne telefony zaufania dla ofiar przemocy.

„Introwertyczna” Małgorzata Korbiel
„Introwertyczna” jest według mnie idealną książką na wakacje dla czytelnika w każdym wieku. Opisuje ona wakacje, które zmieniają wszystko i dotyczy to wewnętrznej zmiany. Tak więc, jeśli szukacie lekkiej, wakacyjnej i jednocześnie mądrej książki, to ta będzie idealna. Jeśli również tęskni Wam się za wakacjami nad naszym polskim morzem to ta książka też będzie w sam raz. W każdym razie bardzo ją polecam!

„Dobra Samarytanka” John Marrs

Czy telefony zaufania, zamiast pomóc, mogą też zaszkodzić? Zawsze mi się wydawało, że mogą tylko i wyłącznie pomóc, jednak po przeczytaniu thrillera „Dobra Samarytanka”, której autorem jest John Marrs, zaczęłam mieć wątpliwości... Przyjrzyjmy się bliżej tej książce!



„Dobra Samarytanka” John Marrs
Laura jest wolontariuszką, która pracuje w organizacji starającej się pomóc ludziom potrzebującym nadziei i zapewnia, że mają po co żyć. Sama nie miała łatwego życia, dlatego teraz ukojenie przynoszą jej rozmowy z ludźmi, którym wiedzie się gorzej niż jej. Nie próbuje im pomóc ani nie odwodzi ich od myśli samobójczych. Laura wręcz chce, aby ci ludzie przeszli od myśli do czynów i w swoich rozmowach skłania ich do tego. Przejrzał ją Ryan, który załamał się, ponieważ jego ciężarna żona, trzymając za rękę nieznajomego mężczyznę, odebrała sobie życie. Kim był ten człowiek? Czy Rayanowi uda się zdemaskować Laurę i udowodnić jej winę? Do jakich desperackich czynów będzie zdolna będzie Laura, w walce z Ryanem?

„Dobra Samarytanka” John Marrs
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Rozdziały są krótkie, napisane z perspektywy kilku osób, głównie Laury i Ryana. Czyta się tę książkę błyskawicznie i z każdym kolejnym rozdziałem zaczynała ciekawić mnie coraz bardziej. Laura była naprawdę bardzo ciekawą, inteligentną i przebiegłą osobą z tajemniczą przeszłością, która na początku była wielką tajemnicą. W pierwszych rozdziałach została ona przedstawiona jako zwyczajna kobieta, która oprócz tego, że jest wolontariuszką starającą się „pomóc” ludziom w specyficzny sposób, jest też zwyczajną matką i żoną. W trakcie czytania poznajemy ją i jej życie rodzinne coraz bardziej. Im bardziej poznawałam jej życie osobiste, tym bardziej zaczęło mnie ono szokować. Ogólnie książka ta, co trochę zaskakuje, szczególnie wtedy, kiedy pojawia się Ryan. Z jego pojawieniem się rozpoczyna się jedna wielka walka z Laurą. Za każdym razem Ryan był bardzo bliski tego, aby udowodnić winę Laury, jednak ciągle popełniał jakiś błąd. Dlatego podczas czytania byłam bardzo ciekawa tego, czy Laura zostanie zdemaskowana i zło zostanie ukarane. Ogólnie byłam ciekawa tego, jak ta cała historia się zakończy, a zakończyła się bardzo szokująco. Tak więc, podczas czytania nie zabrakło zaskoczenia, wrażeń, ani zwrotów akcji, dlatego spotkanie z tą książką uważam za mega udane.

„Dobra Samarytanka” John Marrs
„Dobra samarytanka” jest nieprzewidywalną książką, od której ciężko było mi się oderwać. Dawno nie czytałam tak świetnego thrillera, który wielokrotnie szokuje i zaskakuje. Tę książkę dostałam całkiem niedawno w prezencie urodzinowym, który okazał się bardzo udany. Wiele pozytywnych opinii na jej temat skłoniły mnie to szybszego przeczytania jej i cieszę się, że na nie trafiłam, bo pewnie do tej pory ta książka leżałaby na stosie moich nieprzeczytanych książek. Po jej przeczytaniu jak najbardziej potwierdzam te pozytywne opinie i szczerze Wam polecam ten thriller, myślę, że pochłonie Was równie mocno, jak mnie!

„Koniec samotności” Dr Ruth K. Westheimer

Lubicie poradniki, które motywują do działania? Ja lubię, bardziej od takich, które tylko pomagają w zrozumieniu problemu. Takim właśnie motywującym poradnikiem jest „Koniec samotności” napisanym przez Dr Ruth K. Westheimer, która była znaną niemiecko-amerykańską seksuolog, terapeutką i edukatorką seksualną. Jak widać, poradnik ten dotyczy problemu samotności. Przyjrzyjmy mu się bliżej!




„Koniec samotności” Dr Ruth K. Westheimer
Poradnik „Koniec samotności” wyjaśnia to, że można czuć się samotnie nawet wtedy, kiedy ma się ludzi wokół siebie, a tam, gdzie kończy się powierzchowny kontakt, zaczyna się samotność. Według informacji zawartych w tej książce można być samotnym nawet wśród ludzi, bo samotność tak naprawdę nie wynika z braku kontaktu, a z braku prawdziwych relacji dających poczucie więzi, bliskości i zrozumienia. Dr Ruth K. Westheimer wyjaśnia, że samotność znika wtedy, kiedy zaczynamy działać inaczej niż dotychczas. W swojej książce zawarła sto konkretnych i prostych sposobów, które można zastosować już teraz. Między innymi radzi, jak rozpocząć rozmowę, nie wiedząc, od czego zacząć, jak zwykłą znajomość zamienić w realną bliskość, jak budować relacje dzięki powtarzalnym działaniom, a także jak wyjść z izolacji bez drastycznych życiowych zmian i naturalnie tworzyć okazje do spotkań i tym samym pogłębić kontakt. Takie podejście zastosowane przez Dr Ruth K. Westheimer opiera się na praktyce i nie pozwala odkładać życia „na później”, a działać natychmiast. Rady autorki książki są sprawdzone w praktyce, realistyczne, możliwe do zastosowania i niezależnie od punktu wyjścia.

„Koniec samotności” Dr Ruth K. Westheimer
Poradnik ten szybko się czyta, według mnie Dr Ruth K. Westheimer potrafi dobrze trafić do czytelnika i zachęcić do tego, aby otworzył się na innych, a także zaczął budować relacje pełne bliskości. W tej książce autorka wyszczególniła najważniejsze obszary naszego życia, nad którymi należy popracować, żeby odpowiednio budować i pielęgnować swoje relacje. W każdym z rozdziałów opisujących te obszary zawarła masę pomocnych rad, które mogą pomóc w zwalczaniu samotności. Tak więc książka ta fajnie i pomysłowo motywuje do działania, nie tak, jak inne poradniki o samotności, które opisują tylko suchą teorię. Dzięki tej książce można zacząć naturalnie inicjować kontakt, zamiast jego unikać, nawiązywać relacje, które staną się bardziej regularne i pogłębione, zacząć tworzyć relacje i odzyskać poczucie wpływu na swoje życie społeczne. Myślę, że te wszystkie zmiany są możliwe, jeśli tylko zastosujemy się do rad zwartych w tej książce, bo ona naprawdę potrafi mocno zmobilizować do działania i opisuje też to, jak samotność potrafi być dla nas niszcząca. W tej książce spodobał mi się zawarty na końcu „Twój Kalendarz Miesięczny” przedstawiający pomysły budowania relacji w każdym z dwunastu miesięcy. Autorka radzi, aby zacząć z niego korzystać już teraz, z miesiąca, w którym zaczęło się czytać tę książkę. Uważam, że to bardzo fajny i skuteczny sposób na to, aby zmiany w swoim życiu wdrożyć już dziś.

„Koniec samotności” Dr Ruth K. Westheimer
„Koniec samotności” jest idealną książką dla tych, którzy czują się samotni, nie wiedzą, jak zbudować trwałe więzi i chcieliby jak najszybciej zmienić swoje życie towarzyskie na takie, które im odpowiada. Myślę, że po przeczytaniu tej książki, która podsuwa wiele fajnych pomysłów, każdy będzie wiedział, jak wdrożyć odpowiednie zmiany w swoim życiu. Książka ta naprawdę bardzo mocno motywuje do działania, tak więc bardzo ją polecam!

„Koniec samotności” Dr Ruth K. Westheimer

„Tajemnica lazurowego zamku” Anna K. Bandurska

Czy historia miłosna Polki i Francuza mająca miejsce na początku XIX wieku, brzmi dla Was interesująco? Dla mnie bardzo! Dlatego postanowiła...