„Gdzie ci mężczyźni, których nie poślubiłam” Anna H. Niemczynow

Czy macie takich autorów, których twórczość bardzo Was ciekawi, jednak nie po drodze Wam z ich książkami? W moim przypadku było tak z twórczością Anny H. Niemczynow, której książki wydawały mi się bardzo interesujące, ale jakoś nie udawało mi się ich przeczytać, aż w końcu, zażyczyłam sobie na imieniny książkę tej autorki o bardzo ciekawym tytule: „Gdzie ci mężczyźni, których nie poślubiłam”. Sporo czasu minęło, zanim znalazłam czas na jej przeczytanie, ale w końcu udało się i dzisiaj już mogę Was zaprosić na jej recenzję.



 „Gdzie ci mężczyźni, których nie poślubiłam” Anna H. Niemczynow
Natalia jest znudzoną codziennością mężatką. Nagle otrzymuje zaproszenie na zjazd absolwentów „Matura 2000”. Po tym spotkaniu wpada na bardzo odważny pomysł. Postanawia odnaleźć wszystkich mężczyzn, z którymi coś ją kiedyś łączyło, po to, aby sprawdzić, jak potoczyło się ich życie. Ciekawi ją to, czy ci mężczyźni są szczęśliwi i czy ona odnalazłaby szczęście u ich boku, gdyby ich życie potoczyło się inaczej. Czego Natalia dowie się podczas tych spotkań? Jak te wspomnienia wpłyną na jej teraźniejszość?

 „Gdzie ci mężczyźni, których nie poślubiłam” Anna H. Niemczynow
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, narratorem jest Natalia, która w bardzo ciekawy sposób opowiada o swoim spokojnym nudnym życiu. Styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu, bo szybko  przeczytałam tę książkę i czasami nawet potrafiła mnie ona rozśmieszyć. Bohaterowie tej powieści byli barwni i wyraziści, autorka w ciekawy sposób opisała relacje damsko-męskie na wszystkich etapach życia. Najbardziej spodobało mi się w tej książce to, że mimo zabawnego i lekkiego stylu pisania, książka ta skłania również do refleksji. Zawiera ona dużo życiowych mądrości, a na końcu każdego rozdziału został zawarty Sekretnik, który był tak jakby domknięciem i podsumowaniem lekcji, jakie główna bohaterka wyniosła podczas całej historii opisanej w danym rozdziale. Sekretnik ten pełen był dobrych rad, mądrości życiowych, czasami zawierał afirmacje, a czasami opowieści dające do myślenia. Najbardziej zapadła mi w pamięć historia o dwóch kobietach, których mężowie stracili pracę. Te dwie opowieści świetnie wyjaśniają to, jak nastawienie do całej sytuacji i sposób myślenia wpływają na nasze życie. Jednak nie o tych kobietach jest ta książka, ale o Natalii, która postanowiła odszukać swoich byłych partnerów po to, żeby lepiej poznać siebie i zrozumieć to, czego chce w życiu. Po przeczytaniu tej historii uważam, że jest to bardzo oryginalny i skuteczny sposób na to, aby lepiej zrozumieć siebie i z czystej ciekawości sama spotkałbym się ze wszystkimi mężczyznami, których nie poślubiłam, ale niestety nie jestem tak odważna jak Natalia i wiadomo, że do tego nigdy nie dojdzie. Być może te spotkania zmieniłyby moje podejście do niektórych spraw. 

Tak więc, po przeczytaniu tej książki nasuwają się przeróżne myśli. Innym przykładem, który świadczy o tym, że ta historia daje do myślenia, jest wątek znudzonego życia Natalii. Uświadamia on, że większość ludzi pragnie innego życia niż to, które ma, takiego, które u innych wygląda idealnie. Z kolei to idealne życie może stać się dla kogoś monotonne i nudne. Dlatego wolimy skupiać się na tym, czego nam brakuje i ogólnie na nieszczęściach, zamiast być wdzięcznym i doceniać to, co mamy. Nie warto również porównywać się z innymi, tylko skupić się na tym, co się ma, bo tak naprawdę nie wiemy, przez co przechodzi osoba, z którą się porównujemy. O myślach, które nasuwają się po przeczytaniu tej książki, można by pisać i pisać, ale jedną z najważniejszych poruszanych tematów tej książki była również miłość, która może przybierać różne oblicza i ważne jest to, żeby ją rozpoznać wśród tylu relacji, które często prowadzą donikąd.

 „Gdzie ci mężczyźni, których nie poślubiłam” Anna H. Niemczynow
„Gdzie ci mężczyźni, których nie poślubiłam” jest lekką, pełną humoru książką, która składa do refleksji. Myślę, że więcej jest w niej cennych rad dotyczących relacji damsko-męskich i ogólnie szczęśliwego życia niż w niejednym poradniku o tym. Dlatego jeśli lubicie książki z ciekawą fabułą, które potrafią wciągnąć i zmienić sposób myślenia na lepszy, to jestem pewna, że ta książka będzie dla Was w sam raz.

„Niech żyją zwłoki. Sekretne życie ludzi pracujących ze śmiercią” Małgorzata Węglarz

Czy ciekawi Was to, co dzieje się za drzwiami prosektoriów? Ja za bardzo nie lubię o takich sprawach myśleć ani czytać, ale z drugiej strony byłam ciekawa tego jak naprawdę wygląda praca osób zajmujących się zwłokami. Ostatecznie moja ciekawość zwyciężyła, więc postanowiłam sięgnąć po reportaż „Niech żyją zwłoki. Sekretne życie ludzi pracujących ze śmiercią” Małgorzaty Węglarz. Zobaczmy zatem, o czym jest ta książka i jakie wywarła na mnie wrażenie!



„Niech żyją zwłoki. Sekretne życie ludzi pracujących ze śmiercią”
Małgorzata Węglarz
Książka ta opisuje wszystko to, co jest związane ze zmarłymi i tymi, którzy im towarzyszą. Zawiera ona między innymi informacje dotyczące miejsca zbrodni, zapachu zwłok, a także opisuje to, jak wygląda sekcja zwłok. Występują w niej rozmowy z osobami pracującymi w zawodach związanych ze zwłokami i śmiercią, w tym medyków sądowych, nurka zajmującego się poszukiwaniem zwłok, laborantów sekcyjnych, a także techników kryminalistyki. Książka ta pokazuje, jak te zawody wyglądają naprawdę oraz stara się również obalić mity z nimi związane. Są w niej także zawarte odpowiedzi na pytanie dotyczące tego, jak nie umrzeć za wcześnie.

„Niech żyją zwłoki. Sekretne życie ludzi pracujących ze śmiercią”
Małgorzata Węglarz
Reportaż ten opisuje bardzo interesujący temat, który nawet nie myślałam, że aż tak może zainteresować. W ciekawy sposób opisuje pracę osób związaną ze zwłokami. Z ich wypowiedzi wynika, że wygląda ona inaczej niż tak, jak jest to przedstawione w przeróżnych filmach lub serialach kryminalnych. Najbardziej zaciekawił mnie temat w jednej z rozmów dotyczący zapachu zwłok, które w zależności od trybu życia lub zdrowia „pachną” inaczej. Ciekawe i bardzo dające do myślenia były dla mnie zawarte na końcu książki rady osób, z którymi wcześniej autorka przeprowadziła rozmowy o ich pracy. Dotyczyły one tego, jak nie umrzeć zbyt wcześniej, myślę, że każdemu powinno się przypominać o tym żeby uważać na siebie, bo czasami tylko sekundy decydują o naszym życiu.

„Niech żyją zwłoki. Sekretne życie ludzi pracujących ze śmiercią”
Małgorzata Węglarz
„Niech żyją zwłoki. Sekretne życie ludzi pracujących ze śmiercią” była dla mnie ciekawą książką idealną dla tych, którzy chcą wiedzieć, co tak naprawdę dzieje się za drzwiami prosektoriów lub interesują się sprawami związanymi ze zwłokami, czy zmarłymi. Reportaż ten z pewnością zainteresuje osoby, które śledzą profile o takiej tematyce w mediach społecznościowych lub lubią słuchać podciągów true crime. Tak więc polecam Wam tę książkę, z pewnością dowiecie się z niej wielu ciekawych rzeczy. 

„Miłość utkana wspomnieniami” Basia Łaszkow

Wolicie książki, w których wielka miłość głównych bohaterów kończy się tym, że ostatecznie żyją oni długo i szczęśliwie, czy może wolicie takie historie, w których przeciwności losu uniemożliwiają szczęśliwe zakończenie? Jeśli wolicie tę drugą opcję, to z pewnością zainteresują Was książka „Miłość utkana wspomnieniami” Basi Łaszkow, na której recenzję dzisiaj Was zapraszam.



„Miłość utkana wspomnieniami” Basia Łaszkow
Podczas porannego joggingu Anthony spotyka niespodziewanie swoją dawną miłość Pamelę, która przed pięcioma laty wyjechała bez pożegnania. Jej zniknięcie doprowadziło do tego, że świat Anthonego nagle się rozpadł. Przez pięć lat próbował go odbudować, jednak kiedy teraz poznaje powód, dla którego jego ukochana zniknęła, jego świat rozpada się znowu. Dlaczego Pamela postanowiła zniknąć? Jak potoczy się jej i Anthonego życie po pięciu latach ciszy?

„Miłość utkana wspomnieniami” Basia Łaszkow
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, jest ona napisana z punktu widzenia Anthonego. Książkę tę czyta się szybko, można ją nawet pochłonąć w jeden dzień. Jest to historia o wybaczaniu, pokorze, miłości oraz o dorastaniu. W trakcie czytania czasami cofamy się do przeszłości, czyli do lat dziewięćdziesiątych, które opisywały dzieciństwo i okres dorastania głównych bohaterów. Tak więc akcja tej książki dzieje się w bardzo odległych czasach, nawet czasy teraźniejsze miały miejsce ponad dwadzieścia lat temu. Ogólnie była to dla mnie smutna historia, która przez większość książki opisywała ciężki stan Pameli. Według mnie postąpiła ona niedojrzale i bardzo skrzywdziła Anthonego znikając na pięć lat. Uważam, że powód zniknięcia wcale jej nie usprawiedliwia, i na miejscu Anthonego nie chciałabym mieć z nią już nic wspólnego, no ale w tej książce miłość okazała się silniejsza od czegokolwiek. Historia ta opisuje wielkie uczucie dwóch osób, dla których okoliczności nie mają znaczenia i mimo wszystko postanawiają oni być razem do końca swoich dni.

„Miłość utkana wspomnieniami” Basia Łaszkow
„Miłość utkana wspomnieniami” jest piękną, choć smutną historią o miłości, którą szybko pochłonęłam. Opisuje ona życie dwóch osób, które darzą się wielkim uczuciem i próbują być szczęśliwi mimo wszystko, choć wcale nie jest to łatwe. Tak więc bardzo polecam Wam tę książkę, jeśli lubicie smutne historie o miłości.

„Miłość utkana wspomnieniami” Basia Łaszkow



„Zaleca się kolejnego kota” Shō Ishida

Co jeśli kot, który jest najlepszym lekarstwem na wszystko, nie pomaga w stu procentach? W takim przypadku zaleca się kolejnego kota (nie zapominając o tym pierwszym) i trzeba „zażywać” je oba na raz. Taką terapię zaleca pewna fikcyjna poradnia w Kioto i ja, jako miłośniczka kotów, w pełni się z nią zgadzam. Jeśli ciekawi Was terapia z udziałem kotów, których pojawienie się ma być lekarstwem na wszelkiego rodzaju problemy, to zapraszam Was na recenzję książki „Zaleca się kolejnego kota” Shō Ishida!



„Zaleca się kolejnego kota” Shō Ishida
W Kioto znajduje się poradnia Kokoro, w której na życiowe troski zaleca się koty. Metody leczenia z pomocą kotów bywają różne, w zależności od problemu. Czasami pomaga dłuższe leczenie z pomocą kilku kotów bengalskich, czasami pomaga tylko tydzień leczenia z pomocą małego dwumiesięcznego kotka munchkina, a czasami też pomaga okład z wielkiego i miękkiego kota maine coona. W tej części ze swoimi problemami musi się zmierzyć przytłoczona swoimi problemami z chłopakiem Moe, owdowiały Tatsue i jego wycofany wnuk oraz przepracowany wicedyrektor schroniska dla kotów. W jaki sposób koty wpłyną na rozwiązanie ich problemów? Czego nowego dowiemy się o ekscentrycznym doktorze poradni Kokoro i jego szorstkiej asystentce Chitose?

„Zaleca się kolejnego kota” Shō Ishida
Książka ta dzieli się na cztery rozdziały, które opisują cztery różne historie. W każdej z tych części są obecni oczywiście ci sami gospodarze poradni Kokoro. Każda z opisanych historii była dla mnie zupełnie inna, ale i też bardzo ciekawa. W pierwszej kot, a w zasadzie koty pomogły w kryzysie w związku, powstałym w wyniku braku komunikacji. W drugiej kot przyczynił się do częstszego wychodzenia z domu i znalezieniu celu w nudnym, smutnym życiu. W trzeciej historii kot pomógł w relacjach rodzinnych, a ostatnia historia była inna od wszystkich, trochę smutna, nostalgiczna, ale również pełna kocich mądrości życiowych. Ta część była bardzo podobna do poprzedniej, czyli „Zaleca się kota”. Różniła się tylko tym, że w problemach pomagało kilka kotów i były to koty rasowe. Po przeczytaniu tej książki bardzo spodobała mi się, nieznana wcześniej dla mnie rasa munchkin, charakteryzująca się zwyczajnym wyglądem kota, który jest słodki jak wszystkie inne koty, ma tylko króciutkie łapki. Aż zamarzył mi się taki kot, jednak wiadomo, że w moim przypadku najważniejszy jest mój kot Maciek, który nie znosi innych kotów, dlatego u mnie terapia drugim kotem, nie sprawdziłaby się. Spodobało mi się w tej książce też to, że w każdym problemie kot okazał się najlepszym lekarstwem na wszystko, nawet wtedy, kiedy nie pomagał bezpośrednio, a jego samo pojawienie się układało tak cały bieg zdarzeń, że problemy rozwiązywały się same. Uważam, że ta książka, jest bardzo interesująca, terapie kotami bardzo wciągają i z pewnością każdy miłośnik kotów zrozumie ich działanie. Szkoda, że taka poradnia, jak w tej książce nie istnieje naprawdę, bo z chęcią bym się do niej udała!

„Zaleca się kolejnego kota” Shō Ishida
„Zaleca się kolejnego kota” jest piękną powieścią azjatycką, która pokazuje to, jak koty mogą odmienić nasze życie na lepsze. Najważniejsze jest to, że ta mogącą się wydawać absurdalna terapia kotami naprawdę działa. Tak więc jeśli uwielbiacie koty tak jak ja, lub po prostu je tylko lubicie, to bardzo polecam Wam tę książkę, z pewnością będziecie nią zachwyceni! Jeśli też koty są Wam obojętne lub wydaje Wam się, że ich nie lubicie, to również polecam Wam tę książkę, jestem tego pewna, że po przeczytaniu opisanych w niej historii z pewnością polubicie te słodkie stworzenia. Mnie nie pozostaje już teraz nic innego, jak tylko sięgnąć po kolejną część tej wspaniałej serii „Kot pierwszego kontaktu”.

„Złota brama” Sara Weber

Lubicie kiedy w książkach akcja dzieje się w tak odległych czasach zupełnie różniących się od czasów współczesnych? Jeśli tak, to z pewnością zainteresuje Was epoka Cesarstwa Bizantyjskiego, panującego w książce „Złota brama” Sary Weber. Została w niej opisana historia Bereniki, która doświadczyła w swoim życiu naprawdę wiele. Jeśli ciekawi Was ta opowieść, to zapraszam na recenzję!



„Złota brama” Sara Weber
Berenika jest córką ubogiego chłopa spod Konstantynopola. Pewnego dnia los sprawia, że znajduje się ona w pałacowej kuchni, w której później pomaga. Z czasem uczy się czytać, pisać i liczyć, a zdobyte umiejętności otwierają przed nią zupełnie inny świat, aż w końcu staje się służącą samej cesarzowej Teodory. Nagle powstanie Nika burzy pałacowy porządek. Berenika zostaje wtedy bardzo skrzywdzona, ale na szczęście ratuje ją żołnierz Dimitris. Po tym doświadczeniu dziewczyna uświadamia sobie, że musi nauczyć się żyć w świecie, w którym polityczne rozkazy są ważniejsze od kobiecego życia. Niestety z woli cesarzowej, Berenika zostaje wydana za mężczyznę, którego nie kocha, przez co znowu traci kontrolę nad swoim losem. Zmuszona jest żyć w nieszczęśliwym małżeństwie i grze pozorów. Czy uda jej się zawalczyć o prawo do miłości? Czy będzie w końcu szczęśliwa?

„Złota brama” Sara Weber
W książce narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, narratorem jest Berenika. Poznajmy jej losy, z początku jako małej dziewczynki, a później jako dorosłej kobiety. Jej życie nie należało do łatwych. Żyła ona w świecie pełnym intryg, polityki i tragedii. Doświadczała też miłości, przyjaźni oraz zdrady. Mimo wszystko znalazła w sobie siłę, aby odmienić swój los. Dlatego też podczas czytania często było mi jej szkoda, ale i też imponowała mi swoją odwagą i siłą psychiczną. Tak więc bardzo polubiłam główną bohaterkę. Oprócz tego myślę, że autorka ciekawie przedstawiła historyczne tło, czyli czasy Cesarstwa Bizantyjskiego, kiedy to Rządy objął Cesarz Justynian Wielki. Powiem szczerze, że w szkole średnio interesowała mnie to epoka i mało o niej zawsze wiedziałam, ale za sprawą tej książki poszerzyłam swoją wiedzę i nawet nie myślałam, że tamte czasy mogą być tak interesujące. Z tej książki dowiedziałam się również o istnieniu cesarzowej Teodory, która, tak jak cesarz Justynian, była postacią historyczną. Według mnie Autorka świetnie wplotła w tę epokę losy Bereniki, która tak, jak wspomniałam na początku, nie miała lekkiego życia, jednak ostatecznie jej historia zakończyła się na szczęście dobrze.

„Złota brama” Sara Weber
„Złota brama” jest bardzo ciekawą powieścią obyczajową z historią w tle. Opowiada ona o zdradzie i odkupieniu, a także o miłości i wolności, o którą trzeba zawalczyć. Czas spędzony z tą książką był dla mnie bardzo interesujący, a opisana w niej historia pozostanie ze mną na długo, bo bardzo przypadła mi do gustu. Dlatego też polecam Wam tę książkę, myślę, że i Wy ciekawie spędzicie z nią czas.

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek

Czy macie takich sprawdzonych autorów, których książki potrafią mocno zaciekawić i jednocześnie można się przy nich zrelaksować? W moim przypadku są to powieści Krystyny Mirek, dlatego kiedy tylko pojawiła się trzecia część serii o Łucji, Ani i Klarze, postanowiłam ją jak najszybciej przeczytać. Tak więc dzisiaj zapraszam Was na recenzję książki „Do trzech razy szczęście”, która opisuje dalsze losy tych trzech kobiet!



„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek
Mała miejscowość o nazwie Bobrówka, po wielu skandalach, wraca w końcu do normalności. Dla Łucji, Ani i Klary nic już nie jest takie samo jak przedtem. Życie uczuciowe Łucji komplikuje się i kobieta staje przed trudnym wyborem. W podobnej sytuacji znajduje się jej wnuczka Klara. Jedynie u Ani, mamy Klary, wszystko układa się dobrze. Czy mimo strat, które poniosły te trzy kobiety, mają one jeszcze szansę na szczęście? Jakie życiowe decyzje będą musiały podjąć i jak wpłyną one na ich dalsze życie?

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek
W książce tej narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Są w niej i krótkie i długie rozdziały, jednak dla mnie ich długość nie miała znaczenia, bo tę książkę czytało się błyskawicznie. Przeczytałam ją w jeden dzień. Jej ciekawe i emocjonalne wątki nie dawały mi zasnąć w trakcie czytania pomimo mojej sennej natury. W tej książce najwięcej działo się w życiu Łucji, Klary i jej byłego chłopaka Maksa. W życiu Ani i jej partnera życiowego nie działo się praktycznie nic. Autorka tej książki na przykładzie Łucji, która była w wieku emerytalnym, pięknie opisała uczucie prawdziwej dojrzałej miłości. Życie miłosne Klary, która w tej części była bardzo zapracowana, również było interesujące i byłam ciekawa tego czy w końcu da Maksowi drugą szansę, bo na horyzoncie pojawił się ktoś jeszcze... Jak dla mnie była to chyba najbardziej poruszająca część ze względu na ciężką chorobę ojca Maska i jego relacje z matką. Pod koniec całej tej historii nie zabrakło wielu wzruszeń i emocji. Końcówka książki była dla mnie satysfakcjonująca, wszystkie niejasne wątki zostały zamknięte i ogólnie wszystko, pomimo wielu zawirowań zakończyło się po mojej myśli.

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek
Do trzech razy szczęście” jest piękną powieścią obyczajową, pełną mądrości życiowych i wzruszeń. Podczas jej czytania można się zrelaksować i miło spędzić czas tak jak w przypadku poprzednich części. Bardzo Wam polecam tę książkę, jednak w pierwszej kolejności, myślę, że lepiej przeczytać dwie pierwsze części, jeśli ich jeszcze nie znacie!

„Do trzech razy szczęście” Krystyna Mirek

„Szaleństwo. Rasizm i przemoc w szpitalu psychiatrycznym w Crownsville” Antonia Hylton

Czy wpadł Wam ostatnio w ręce jakiś ciekawy reportaż? Ja mam za sobą szokującą książkę z tego gatunku opisującą historię związaną ze szpitalem psychiatrycznym dla Czarnych, który powinien pomagać ludziom z problemami psychicznymi, jednak tak naprawdę było zupełnie odwrotnie... Mowa o książce „Szaleństwo. Rasizm i przemoc w szpitalu psychiatrycznym w Crownsville” Antonii Hylton. Przyjrzyjmy się jej bliżej!



„Szaleństwo. Rasizm i przemoc
w szpitalu psychiatrycznym w Crownsville”
Antonia Hylton
Reportaż ten napisany jest przez dziennikarkę BBC News, a także laureatkę Emmy i Peabody Award, która zajmuje się polityką i prawami obywatelskimi. Opisuje ona wstrząsającą historię szpitala, który oficjalnie miał leczyć, jednak tak naprawdę stał się narzędziem terroru. Oprócz tego funkcjonował jako obóz pracy, w którym diagnozy służyły usankcjonowaniu niewolnictwa, a eksperymenty medyczne przypominały tortury. Ponadto, w szpitalu tym systemowy rasizm decydował o tym, kogo powinno traktować się jako pełnoprawnego obywatela. Autorka tej książki, za sprawą prowadzonego śledztwa, opisała przeróżne historie pacjentów. Są one oparte na materiałach ocalałych w archiwach oraz na zeznaniach różnych świadków. Autorka w tej książce przywołała również los swojej rodziny. Tak więc reportaż ten jest aktem oskarżenia wobec systemu, który był pełen niesprawiedliwości i nadużyć. Za sprawą tej książki możliwe jest również przywrócenie godności ofiarom, których cierpienie miało być wymazane z historii.

„Szaleństwo. Rasizm i przemoc
w szpitalu psychiatrycznym w Crownsville”
 Antonia Hylton
Szaleństwo. Rasizm i przemoc w szpitalu psychiatrycznym w Crownsville” jest według mnie książką ciekawą, wartą przeczytania, choć nie należy ona do łatwych. Wcześniej nie miałam pojęcia o szpitalu w Crownsville, więc dzięki temu reportażowi poszerzyłam swoją wiedzę dotyczącą tej dziwnej instytucji. Książkę tę czyta się długo, bo każdą opisaną historię, która jest szokująca i pełna niesprawiedliwości, trzeba przetrawić. Podczas czytania ciężko mi było zrozumieć to, jak instytucja, która miała pomagać pacjentom, krzywdziła ich w tak okrutny sposób. Uważam, że Antonia Hylton włożyła dużo pracy w napisanie tego reportażu, bo zawarte w nim informacje są bardzo szczegółowe i dokładnie opisują to, co działo się w Crownsville. Tak więc polecam Wam tę książkę, jeśli ciekawią Was reportaże poruszające trudne, szokujące tematy opisujące historie, które, aż trudno w to uwierzyć, że miały miejsce naprawdę.

„Szaleństwo. Rasizm i przemoc
w szpitalu psychiatrycznym w Crownsville”
Antonia Hylton




„Gdzie ci mężczyźni, których nie poślubiłam” Anna H. Niemczynow

Czy macie takich autorów, których twórczość bardzo Was ciekawi, jednak nie po drodze Wam z ich książkami? W moim przypadku było tak z twórcz...